sobota, 17 stycznia 2015

19. Nasza własna bajka.


- No hej. Gotowa na wyjście? - spytałem mojej dziewczyny.
- Jakie znowu wyjście?- zapytała.
- No przecież mówiłem ci, że powiedziałem moim rodzicom, że mam dziewczynę, a oni bardzo chcą ją poznać. 
- Nie mówiłeś mi nic takiego.
- Serio? Nie mówiłem?
- Nie, nie mówiłeś.
- Upss, to musiałem zapomnieć, ale mówię ci teraz. 
- Na którą tam mamy być?
- O 17. 
- Co? Głupku za pół godziny?
- Noo.
- I co się kurde tak szczerzysz? Ja nie zdążę. 
- Fajnie się złościsz po prostu. No to idź się szybko ubieraj.
I poszła się ubierać. Chyba ją trochę zdenerwowałem, ale przynajmniej zrobiłem jej niespodziankę. Po dwudziestu minutach zeszła do mnie.
- No widzisz, trzeba było tak się złościć? Wyglądasz pięknie. 
- Dziękuję. Mówiłeś twoim rodzicom, że to ja jestem twoją dziewczyną?
- Nie, chcę zobaczyć ich miny.
- Tak, najpierw Kuba, teraz ty. Co oni sobie o mnie pomyślą?
- Spoko, przecież już cię znają. Mój tata był tobą zachwycony, mama zresztą też. Tata bardzo ci kibicuje. Jesteś jego ulubioną sportsmenką.
- To bardzo mi miło. To znaczy, że u was w domu mam już kibica?
- A bo to jednego! Mama też zawsze ogląda biegi, ale największym twoim kibicem jestem ja. 
- Ooo. To bardzo słodziutkie. Moja rodzina też bardzo ci kibicuje. Wiesz, skoki, taka mała rodzinna tradycja. 
- To bardzo dobrze. 
- Wiem, jedziemy?
- Tak, zapraszam. -powiedziałem i otworzyłem jej drzwi. Po 10 minutach byliśmy już w moim domu. Ala stanęła za mną, a ja zadzwoniłem do drzwi. Otworzył je tata. 
- Cześć. To jest moja dziewczyna. - powiedziałem, a ona wyszła zza mnie i powiedziała do mojego taty:
- Dzień dobry. Jestem Alicja.
- Cześć. Wiem, my się już znamy. -odpowiedział zaskoczony. 
- Wejdźcie.-dodał.
Zdjęliśmy buty i weszliśmy do środka.
- Hej mamo. To jest moja dziewczyna, Ala. -powiedziałem.
- Witam. Ala? Naprawdę? Bardzo się cieszę i gratuluje. -powiedziała. 
Moi rodzice od dawna bardzo lubią Kubacką, ale dzisiaj ich po prostu oczarowała. Pokochali ją mocno i nieodwracalnie. Cóż się im dziwić. Ja także oszalałem na jej punkcie jeszcze bardziej. Jej niesamowity, szeroki, szczery uśmiech wywoływał banana na twarzy każdego w pobliżu. Była idealna. Piękna, mądra, urocza, sympatyczna i wysportowana. Swoje nartki uwielbiała tak jak ja skoki. Oboje mamy dużą ambicję, ale to między innymi ona pomogła nam dojść na szczyt. Kiedy wychodziliśmy, moi rodzice kazali jej koniecznie odwiedzać ich bardzo często, a ona bez wahania przyjęła propozycję. Odwiozłem ją pod dom i powiedziałem:
- Jesteś niesamowita. Oczarowałaś ich, wiesz?
- Dziękuję. Masz świetnych rodziców. Wejdziesz?
- Dzięki. Nie, ale jutro chętnie cię odwiedzę. Już niedługo mam kolejny wyjazd. 
- Wiem, to do jutra.- powiedziała, dała mi buziaka na pożegnanie i poszła.
2 tygodnie później
Właśnie wróciłem z kolejnych zawodów LGP. Podjechałem pod dom, wziąłem walizki i wszedłem do budynku. 
- Hej! Już jestem! -krzyknąłem i wszedłem do środka. Tam zastałem coś, czego się zupełnie nie spodziewałem. Moi rodzice siedzieli w kuchni i w najlepsze rozmawiali z moją dziewczyną! Gdy mnie zobaczyła, zerwała się z krzesła i rzuciła się na mnie. Bardzo długo się przytulaliśmy, 
a potem spytałem:
- Co ty tu robisz?
- Nudziło mi się, więc odwiedziłam twoich rodziców. - powiedziała. A ty?
Przecież miałeś być później. 
- No, tak jakoś wyszło. 
- To dobrze, tęskniłam bardzo.
Potem cały dzień spędziliśmy razem. Wieczorem, gdy wróciłem do domu, mama zawołała mnie na rozmowę, ja już się boję.
- Co tam u ciebie synku?-spytała.
- Dobrze, a czemu pytasz?
- Jak się dogadujesz z Alą?
- Świetnie, ty chyba też ją lubisz?
- Tak, oczywiście, dlatego chcę ci coś doradzić.
- Ojej, co takiego?
- Nie możesz jej stracić, Maciek. Nie popełniaj błędu Kuby.
- Co ja? - krzyknął mój starszy brat.
- Nic, nie podsłuchuj.- powiedziała mu mama.
- Wiem mamo, że nie mogę jej stracić i nie zamierzam. - powiedziałem.
- To dobrze. 
4 miesiące później
Ala
- No gdzie idziemy?-spytałam.
- Już niedaleko.- odpowiedział Maciek.
Szliśmy ulicami Zakopanego. Po chwili byliśmy pod Wielką Krokwią.
- Skocznia? Serio?
- Tak. 
Weszliśmy na sam szczyt obiektu. Maciej zaczął siadać na belce startowej. 
- Choć.- powiedział.
- Już, idę. 
Siadłam koło niego i spojrzałam w dół, co okazało się błędem. Nie sądziłam, że to jest tak wysoko. Mój chłopak wziął mnie za rękę. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
- Alicjo, wyjdziesz za mnie?- spytał. Bardzo mnie zaskoczył, ale za chwilę powiedziałam:
- Tak, oczywiście. 
Na moim palcu znalazł się piękny pierścionek. Nasze usta złączyły się 
w pocałunku. 
- Kocham cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też.
                         ***************************
Witam! Bardzo długo mnie tu nie było. Przepraszam. Wiem, narobiłam sobie u Was zaległości. Postaram się je nadrobić. Został nam już tylko epilog, ale pewnie trochę będziecie na niego czekać. Z tego rozdziału jestem nawet zadowolona, ale ocenę zostawiam Wam. Proszę 
o komentarze i do następnego.

3 komentarze:

  1. Śliczny, piękny cudowny rozdział <3 kocham to :) super no i wkońcu zaręczyny były :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałam, czekałam no i się w końcu doczekałam. Rozdział fajny. Chciałabym zobaczyć miny rodziców Maćka jak im przedstawił Ale jako dziewczyne. Czekam na epilog, ale dlaczego tak szybko będe płakać.
    Pozdrawiam Aldona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaręczynowo, ojej ♥ Maciuś wyrasta, chce nam się żenić i opowiadanie się kończy, szkoda :(
    Ogólnie to odkopałam link do tego bloga na moim poprzednim pisarskim dziecku i postanowiłam zajrzeć. Poczytałam sobie i doszłam do tego rozdziału, a tu informacja, że czeka już tylko epilog. No nie rób nam tego, albo zrób i zrób szybki come back z nowym opowiadaniem! :D
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na nowego bloga o dwóch kochanych Kocurkach ( http://uczucia-nieznane.blogspot.com/ ) <3

    OdpowiedzUsuń