środa, 1 października 2014

16 cz.2 Niezapowiedziana wizyta.



- Kuba! Gdzie jesteś!? Chciałbym pogadać!- krzyczałem do starszego brata.
- Tu! Czego chcesz?- Zapytał.
- Jak jest z tobą i Alą? 
- Nijak. Ostatnio prawdę mówiąc jest okropnie. Prawie ze sobą nie gadamy, nie spotykamy itd.
- I ty mówisz to z takim spokojem?
- Mówię jak jest Maciek, a co cię to wogóle obchodzi?
- Hmmm pomyślmy... A no tak. Ty jesteś moim bratem, ona moją przyjaciółką, która jest zrozpaczona, bo twierdzi, że jej unikasz. To jak jest? Unikasz jej czy nie? 
- Ja nie wiem co robić. Nie możemy być razem, ale boję się ją zranić.
- Czemu nie możecie być razem? 
- Bo ja kocham kogoś innego. Naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło, ale stało się i czuje się serio strasznie głupio.
- Nie spodziewałem się tego po tobie Kuba. Dam ci jedną radę. Jeśli odwlekasz to, krzywdzisz ją jeszcze bardziej. Pa.

Alicja 

- Owórz drzwi!- krzyczał do mnie mój brat. 
- A ty nie możesz?- spytałam
- Dopiero co z treningu wróciłem. Zmęczony jestem.
 Tak, trening to najlepsza wymówka. Ja rozumiem, że siatkówka sportem łatwym i lekkim nie jest, ale chyba można się ruszyć.
Poszłam otworzyć drzwi. Pod nimi stała osoba, której teraz się chyba tu najmniej spodziewałam. 
- Hej. Mogę na chwilę?- zapytał.
- Tak, wejdź.- powiedziałam.
- Właściwie to może się przejdziemy? Chciałem pogadać.
 Wydawało mi się to lekko dziwne, że dwa dni przed Wgilią mój chłopak przychodzi i chce porozmawiać. Czy on na serio nie ma co robić?!
- Ok. Tylko się ubiorę. Założyłam ciepłe ubrania i wyszłam z domu.
- Co tam u was słychać? Jak Maciej po spotkaniu z Dianą?- spytałam.
- Wrócił bardzo zadowolony. Chyba coś z tego będzie. Dziękuje ci bardzo, że mu kogoś znalazłaś.
- Cieszę się. Ważne, że dał kogoś sobie znaleść.
- A co u ciebie?- zapytał, ale sprawiał wrażenie trochę nieobecnego, jakby zdenerwowanego. Chyba wcale nie wywlókł mnie na spacer tylko, żeby się zapytać co u mnie i rozmawiać o życiu uczuciowym swojego brata.
- Ok. Trochę mi nudno bez tych ciężkich treningów i zawodów. Przez najbliższe dni miałam tylko 3 godziny treningów.
- Acha. To fajnie. Właściwie to przyszedłem w trochę innym celu. Tylko przyrzeknij, że mnie nie będziesz bić.
- Nie no spoko. Chyba cię nie uderzę. Może...
- Więc tak. Na prawdę mi ciężko powiedzieć to, co mam ci powiedzieć
I nie chciałem, żeby tak wyszło, ale nie potrafię tego cofnąć.
- A tak trochę konkretnej?
- Nie możemy być razem.- oznajmił cichym głosem. 
- Dlaczego? 
Kuba milczał. Po paru minutach ciszy spytałam:
- Jest ktoś jeszcze, prawda? 
- Tak. - odrzekł. - To może ja już pójdę.- powiedział i odszedł. Zostawił mnie samą. Nie miałam siły płakać. Łzy nie leciały mi z oczu, ale moja dusza płakała bezustannie. Nagle wszystko zaczęło mi przeszkadzać. Dotarło do mnie, że jest mi strasznie zimno. Nogi same zaniosły mnie do domu. Bez słowa weszłam do niego i skierowałam do pokoju. Usiadłam na łóżku. Od pewnego czasu nie było między nami najlepiej, ale nie spodziewałam się, że Kot znalazł sobie inną. Myślałam, że znam go bardzo dobrze, ale prawda była taka, że nie znałam go nawet w połowie tak dobrze, jak myślałam, że go znam. Mój Kuba taki nie był. Mój Kuba nie zostawiłby mnie dla innej. Mój Kuba był idealny. Jednak Kot nie był tym moim Kubą.

Wigilia 

Siedziałam przy stole wigilijnym z moją rodziną. Byli moi rodzice, dziadkowie, brat, rodzice Dawida i sam skoczek z Martą. Czekałam na 
Wigilę cały rok, a teraz nie umiałam poczuć magii Świąt. Żyłam tylko ciałem. Zewnętrznie wyglądałam jak zawsze, tylko mój zawsze obecny uśmiech nie gościł na ustach od kilku dni, zniknęły moje żywe rumieńce na policzkach i iskierki z oczu. Ludzie wokół mnie myśleli, że po prostu złapałam delikatne przeziębienie, ale ja byłam chora tylko na jedno: złamane serce. Wewnętrznie czułam się bardzo źle. Ta moja ,, choroba" nie była spowodowana wirusami. Jedyną przyczyną mojego stanu był tylko on- Kot. Jakub skrzywdził mnie tak, jak jeszcze nikt. Po skończonej kolacji rozdawaliśmy sobie prezenty. Dostałam piękne podarunki od moich bliskich. Potem wszyscy zaczęli śpiewać kolędy. Tylko ja nie uczestniczyłam w radości ze Świąt. Gdy sobie pośpiewali, wstał Dawid, a zaraz po nim Marta i oznajmił:
- Wiecie, że ja i Marta zamierzamy się pobrać. Ostatnio ustaliliśmy datę naszego ślubu. Odbędzie się on 22 sierpnia 2015 roku.
Potem pogratulowaliśmy im, i parę osób ( w tym ja) udało się na Pasterkę. Ta wyprawa była bardzo miła, tylko z moim szczęściem oczywiście musiało przydarzyć mi się coś głupiego. Pod kościołem spotkałam rodzinę Kotów. Chciałam pójść tak, żeby nie przechodzić koło nich, ale na moje nieszczęście Maciej wypatrzył mnie w tłumie.
- Hej. Wesołych Świąt!- krzyknął.
- No cześć. Nawzajem. Przepraszam, ale chyba muszę już iść.
  -powiedziałam.
- Ej, poczekaj. Przywitasz się z rodzicami i Kubą.
- Nie. Może lepiej nie.
- No weź, z własnym chłopakiem się nie przywitasz?
Słowa Maćka zadały mi ogromny cios. On na pewno nie chciał mnie zranić, ale jego braciszkowi mogło się troszkę zapomnieć powiedzieć mu, że ze mną zerwał. Łzy napłynęły mi do oczu i zaczęły wolno spływać po policzkach.
- Maciek. Ja i Kuba nie jesteśmy już razem.  Przepraszam, pójdę już.
 - powiedziałam i odeszłam w stronę samochodu.

                                  ***************************

No, nareszcie jest. Po długiej przerwie, pisany na raty i zmieniany w mojej głowie kilka razy. Trochę nie miałam na niego pomysłu, ale w końcu pojawia się kolejna odsłona. Trudno mi wyrazić o niej opinię. Mam nadzieje, że się spodoba. Już nie mogę się doczekać konkursów.
Na szczęście tęsknotę za skokami przez miesiąc złagodziła siatkówka!
Nie oglądałam tylko meczu otwarcia, a we wszystkich innych meczach kibicowałam całym sercem ( i gardłem ). Udało mi się nawet być na  meczach :D. Pozdrawiam wszystkie i do następnego.

czwartek, 24 lipca 2014

16. cz1. Podwójna korzyść.



29.11.2014r. Kuusamo
Ja i skoczkowie przygotowywaliśmy się do startów. Sezon biegów i skoków dopiero się zaczął. Początki zawsze bywają trudne, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nasze reprezentacje mieszkają w tym samym hotelu, więc kiedy mamy wolny czas, (a jest go jak na lekarstwo) odwiedzany się wzajemnie. 
- Cześć! - krzyknęłam, wchodząc do pokoju Kuby i Dawida.
- No hej. - odpowiedział mi blondyn.
- Gadasz z Martą?
- Tak, a co?
- Pozdrów ją.
- Ok, ona też pozdrawia.
- Dzięki.
Dawid i Marta pogadali jeszcze chwilę, a gdy skończyli spytałam:
- Właściwie to gdzie jest Kuba?
- A bo kto go tam wie. Wyszedł gdzieś z godzinę temu.
- Nie mówił gdzie idzie?
- Nie. Ostatnio wogóle jest jakiś dziwny.
- Acha. Dobra to ja wracam do siebie. Pa.
- Cześć.

Wydawało mi się trochę dziwne, że Kuba wyszedł gdzieś bez informowania kogokolwiek. Odwiedziłam jeszcze Piotrka i Maćka 
( Żyła wymyślił konkurs kto więcej pianek zmieści w buzi), ale oni też nie wiedzieli gdzie podział się mój chłopak, więc wróciłam do swojego pokoju.

22.12.2014r.
Maciek
Nareszcie wolne. Krótkie, bo krótkie, ale jest i nie ma co narzekać. Świąteczną atmosferę można było poczuć już kilka dni temu. Mama krzątała się po kuchni, a tata (po długim naleganiu mamy) zdecydował się wreszcie uprzątnąć w garażu. Ja i Kuba wraz z Martą i Dawidem siedzieliśmy w pokoju mojego brata. Byłem trochę nie w humorze po ostatnich zawodach, co reszta od razu wykorzystała.
- No Maciek. Święta prawie są, cieszyć się powinniśmy, a ty siedzisz taki smutny. Zapomnij o skokach na te parę dni.-powiedział Kubacki.
- Ok, ale powiedz mi jak ty zrobiłeś taki postęp.-odpowiedziałem.
- Znajdź sobie dziewczynę, to ci pomoże. 
- Ok. Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę. Pa.-i wyszedłem z domu, zostawiając moich przyjaciół trochę zaskoczonych.
Wsiadłem do samochodu i skierowałem się do domu Kubackiej. Od razu o niej pomyślałem. Dawidowi Martę znalazła, Kubie siebie, to mi też kogoś znajdzie. Chyba. Gdy znalazłem się przed budynkiem, zadzwoniłem dzwonkiem i czekałem, aż ktoś mi otworzy. Tym ktosiem okazała się kobieta podobna do Ali. Była na pewno jej mamą.
- Dzień dobry. Nazywam się Maciej Kot. Jest Alicja?
- Witaj. Jestem jej mamą. Wejdź. Ala jest w swoim pokoju na górze. Drzwi powinny być otwarte. 
Zdjąłem kurtkę oraz  buty i skierowałem się na piętro. Rzeczywiście, drzwi od pokoju brunetki były otwarte. Pomieszczenie idealnie pasowało do jego właścicielki. Było uporzątkowane. Każdy element ze sobą współgrał. Biegaczka leżała na łóżku, odwrócona tyłem do drzwi, co postanowiłem wykorzystać, aby ją trochę przestraszyć. Cicho podszedłem do niej i zakryłem jej oczy rękami. 
- Zgadnij kto to. - powiedziałem zmieniając mój głos na piskliwy.
- Maciek.? 
- Skąd wiedziałaś?-spytałem z nutą zawodu.
- Masz ciepłe ręce jak zawsze i nie są takie duże jak Dawida, ale co cię do mnie sprowadza.
- O tym zaraz. Najpierw pogadamy.- widziałem, że jest smutna.
- Dobra, a o czym chcesz gadać?
- Czemu jesteś taka smutna? I mówię od razu, że kitu o ostatnich zawodach już nie przyjmuję. Oglądałem i no kurdę biegłaś niesamowicie. I wiem, że wygrałaś.
- Tak, wygrałam.
- Ej no weź się uśmiechnij i powiedz wreszcie o co chodzi.
- O twojego brata.
- Co przeskrobał?
- On chyba mnie unika. Oddalamy się od siebie. Nie ma dla mnie czsu, przynajmniej tak mówi. Nie wiem czy nie ma kogoś innego.
- Nie jestem najlepszym pocieszycielem i powiem ci szczerze, że też zauważyłem, że nie spędzacie razem tyle czasu co kiedyś, ale się nim nie przejmuj. Wiem, że to mój brat, ale muszę stwierdzić, że jeśli serio się od ciebie oddala i cię unika to jest głupi i nie wie co traci. Wiesz, że jestem wybredny jeśli chodzi o dziewczyny, ale jeśli nie chodziłabyś z moim bratem to bym się tobą poważnie zainteresował.
- Mam być dumna z twoich słów? To był komplement?
- O tak!
- To dziękuje, a teraz przejdźmy do ciebie. 
- Więc przyszedłem do ciebie z prośbą, żebyś pomogła mi znaleźć dziewczynę.
- Jejciu Maciek, robi się poważnie.
- Wiem, ale chłopaki od kiedy mają dziewczyny, to skaczą lepiej, bo mają dla kogo skakać.
- Znajdź dziewczynę z miłości, a nie dla wyników.
- A nie może być podwójnej korzyści?
- To pokażę ci kilka moich fajnych koleżanek, które mogą być dla ciebie dość ładne.
- Ok. To pokazuj. Dużo ich?
- Poczekaj. Myślę... Takich, które chyba trafią w twoje gusta jest cztery.
- Świetnie. Zaczynamy.
- Nie, sorry dwie bo tamte dwie, które brałam pod uwagę, mają chłopaków.
- Dobra. Pokaż.
- Pierwsza to Marcelina.- pokazała mi zdjęcie jasnej blondynki. Była ładna. Nawet bardzo. Jej oczy były dość duże, koloru jasnego brązu. Miała duże, jasne, różowe usta.
- Fajna. Pokaż tą drugą.
- Diana. Jest świetną optymistką.
Moim oczą ukazała się szatynka o ciemnych, prawie czarnych oczach 
i ciemnej karnacji. Jej usta były średniej wielkości, ale ich kolor był prześliczny - prawie czerwony.
- No i jak? - zapytała moja przyjaciółka.
- Obie są ładne, ale wolę tą drugą.
- Dobry wybór. Odpowiem ci trochę o niej.
Kubacka zaczęła opowiadać o Dianie i obiecała, że spróbuje nas umówić. Od brunetki wyszedłem bardzo zadowolony. Mam nadzieje, że polubię tą dziewczynę.

                                    **************************
Zdecydowałam się podzielić ten rozdział na dwie, ponieważ byłby długi, a nie zdążyłam go napisać. Chciałam opublikować to coś bo dawno mnie nie było i nie będzie mnie przez co najmniej dwa tygodnie. Nie jestem z niego zadowolona, ale wena mnie ostatnio opuściła. Pozdrawiam i życzę miłych wakacji. 
PS. Już rusza LGP, do boju Polsko!

wtorek, 1 lipca 2014

15. Proszę pani. Tak nie można.


- Moja głowaaa...-narzekałam sama do siebie. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Raczej nie miewałam bólów tego typu, ale tym razem był on nie do zniesienia.
- Co tam? Nie idziesz na śniadanie?- Spytała moja przyjaciółka, wychodząc z łazienki.
- Idę. Już.- powiedziałam i niechętnie zwlokłam się z łóżka.
- Co ci? 
- Nic, tylko trochę się nie wyspałam.
- Innym możesz kity wciskać, ale widzę, że jesteś inna niż zwykle.
- Łeb mnie boli i mówię to tylko tobie i nikt inny nie może o tym wiedzieć, ok?
- Dobra, ale może nie idź dzisiaj na marszobieg?
- I tak pójdę, mamo. Idziesz na śniadanie czy nie?
Szybko poszłam się ubrać i zeszłyśmy do restauracji. Skierowałyśmy się do stolika, przy którym siedziało większość ludzi z naszej ,,wycieczki". Nie miałam ochoty na jedzenie, ale żeby nie wdzbudzać podejrzeń, zjadłam małą bułkę z masłem i wypiłam herbatę.
***
Oni byli naprawdę złośliwi. Akurat dzisiaj, kiedy ledwo żyłam, musieli wydłużyć dystans na marszobieg. Usprawiedliwiała ich tylko niewiedza. Na szczęście tortury za chwilę miały się skończyć. Dosłownie za parę metrów będzie już widać nasz hotel. Kiedy dotarliśmy do celu, ja i Kuba, zmęczeni od razu skierowaliśmy się do pokoju. Po któtkim wylegiwaniu się na łóżku, poszłam się odświeżyć i założyć czyste ubrania. Gdy wyszłam z łazienki, skierowałam się w stronę mojego chłopaka i bez słowa się do niego przytuliłam. Biło od niego takie przyjemne ciepło. Kiedyś przeczytałam, że ,, nie ma przyjemniejszego ciepła, niż ciepło drugiego człowieka". W tej chwili zdecydowanie się z tym zgadzałam.
- Dobrze się czujesz?-spytał Kot.
- Tak.- odpowiedziałam.
- Kochanie, ja umiem ocenić czy ktoś kłamie czy nie i w twoim przypadku wyraźnie widzę, że nie mówisz prawdy.
- Skąd wiesz?
- Unikasz mojego spojrzenia, a poza tym się delikatnie zarumieniłaś.
On wcale nie znał mnie tak długo, a już odkrył, że moje policzki bardzo lubią kolor czerwony.
- Powiesz mi co ci jest? 
- Tylko boli mnie głowa i troszeczkę mi słabo.
- To dlatego cały czas się mnie trzymasz?
- To jeden z powodów.
- A pozostałe? 
- Na przykład bardzo cię kocham.
- Ooo słodziutka jesteś, ale mogłabyś nie zmieniać tematu?
Poczułam nagłą bezsilność. Resztki mocy ze mnie uciekły. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Pamiętam jeszcze tylko, że gdybym nie trzymała się Kuby, to leżałabym na podłodze.
***
Leżałam na swoim łóżku. Koło mnie cich rozmawiali Dawid, Marta, Kubuś i lekarz reprezentacji. 
- Ale nam narozrabiałaś.-zaczął.
- Przepraszam, ale właściwie dlaczego zasłabłam?-zapytałam.
- Od rana bolała cię głowa, dowiedziałem się także, że mało zjadłaś i potem było ci słabo. Do tego duży wysiłek fizyczny, twoja przyjaciółka powiedziała mi też, że nie mogłaś zasnąć i mało spałaś. To wszystko przełożyło się na to.
- Czyli nic złego się nie stało?
- Jak na razie nie, ale przeprowadziłem mały wywiad i dowiedziałem się od twoich kolegów i koleżanek, że mało jadasz. Alu, przy tak ciężkim sporcie wyczynowym jakim są biegi narciarskie to jest kategorycznie zabronione. Kiedy zjadasz niewystarczające śniadanie, a potem idziesz na morderczy trening, twój organizm spala wszystko i nic nie zostaje. Dzisiaj nie mogę ci powiedzieć ci nic więcej, ale jak wrócisz do kraju to musisz zrobić sobie badania, bo możliwe, że jak dalej będziesz prowadziła taki tryb życia to nabawisz się anemi.-zakończył lekarz.
- Przepraszam i dziękuje.
- Nie ma za co. Czujesz się lepiej?
- Tak, dużo lepiej, tylko jestem głodna.
W tym momencie Kot wybiegł z pokoju, jakby bał się, że ktoś go wyprzedzi i,pobiegł gdzieś. Po chwili przyniósł mnóstwo pysznego jedzenia.
******
Pół roku później.
Marta
Chłopcy niedługo zaczynają sezon. Mają ostatnie wolne dni, a potem wyjeżdżają na zawody. Kubacka też niedługo zaczyna starty. Wszyscy chodzą podekscytowani i nie mogą już doczekać się konkursów. Okazało się, że miłość uskrzydla polskich skoczków. Dawid skakał bardzo dobrze w LGP. Kuba też przypomniał sobie jak trzeba skakać. W lecie spisywał się znakomicie i dostał miejsce w rezerwach kadry. Po pierwszych konkursach sztab zdecyduje czy wejdzie do kadry. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otwieram, a tam wesoła gromadka moich przyjaciół i mój chłopak.
- Czeeść...-przywitali mnie.- No hej, co tam?
- Idziemy na Kasprowy. - oznajmił Dawid.
- Fajnie, miłej drogi.- odpowiedziałam.
- Ty idziesz z nami.
- Nie mogę. Muszę posprzątać w mieszkaniu.
- Możesz, a nawet musisz iść. My z Maćkiem i Kubą posprzątamy. 
 - powiedziała Ala. 
Widać było, że chłopcy byli troszkę zdezorientowani. Tego chyba nie przewidzieliw swoim planie.
- Skoro chcecie to ok. Tylko się przebiorę i zaraz przyjdę.

Alicja

- No chłopcy, to zaczynamy.- powiedziałam.
- Serio?- spytali.
- No chcecie pomóc koledze czy nie? Mieszkanie Marty nie jest duże.
Oni już nic nie dodawali, tylko wzięli się do roboty. Po 15 minutach moja przyjaciółka i Kubacki ruszyli w drogę. My po godzinie skończyliśmy sprzątać. Mieszkanie lśniło. Zamknęliśmy je na klucz i pojechaliśmy jeszcze do mnie po potrzebne rzeczy. Tam dołączył do nas mój brat. My w przeciwieństwie do blondynki i Dawida, na Kasprowy wjechaliśmy. Tak, troszeczkę dziwnie wyglądali polscy sportowcy (całkiem rozpoznawalni), jadący ze stolikiem, koszykami itp. Troszkę gorzej było 
z przesiadką, ale daliśmy radę. Na szczycie pięknie wszystko rozstawiliśmy. To wyglądało bajkowo i uroczo. Kilka godzin czekaliśmy na Dawida i Martę. Ujżeliśmy ich. Blondyn niósł dziewczynę na barana, a ona miała zasłonięte oczy.

Marta

No nareszcie mnie postawił. Już chciałam ściągnąć opaskę z oczu, ale reszta kazała mi jeszcze trochę poczekać. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia po co oni tu, ale chyba wolę pozostać w niewiedzy. Po chwili moja przyjaciółka ściągnęła mi materiał z twarzy. Zobaczyłam Dawida klęczącego przede mną, koło stolika z różnymi potrawami
 i smakołykami.!?
- Marto, wiem, że nie jesteśmy ze sobą jakoś bardzo długo, ale jestem pewien, że chcę dzielić z tobą każdy dzień. Mówiąc krótko: kocham cię, dlatego teraz pytam: Wyjdziesz za mnie?-zapytał, a mnie zatkało.
- Ale nie wynieść śmieci?-spytałam.
- Nie, czy chcesz zostać moją żoną?
- Jak tak, to oczywiście.!
Okazało się, że Kacper to nagrywał. Fajną pamiątkę będziemy mieć. :*

                              *******************
I jest kolejny, pisany na raty. Jest trochę dłuższy od poprzednich ( to dla Aldony). Postanowiłam, że już nie będę nażekać na rozdziały, ale ten to istna masakra. Dodaje to coś tylko dlatego, że długo mnie nie było i teraz też może mnie chwilę nie być. Pozostawiam wam go do oceny. Proszę o komentarze. Pozdrawiam i do kolejnego.
PS. Ach, te wakacje!
PS2. Komu kibicujecie na Mundialu? Pisać w komentarzach.
Argentyna <3 div="">

czwartek, 12 czerwca 2014

14. Małe słowa o dużym znaczeniu.

Biegł koło niej dość szybkim truchtem. Fale obmywały ich stopy. Zdjęcie butów okazało się trafionym pomysłem. Na plaży nie było żadnych ludzi. Ba! W pobliżu nie dało się dostrzec żywej duszy. Cóż się dziwić. Każdy w miarę normalny człowiek na wypoczynku nie wstaje o 6 rano i nie idzie na   półtorej godziny pobiegać. Musiał przyznać, że miała kondycję. Był zdziwiony, że jeszcze nie padł martwy na piach, ale ta okazja przebywania z nią sam na sam mogła w najbliższym czasie się nie powtórzyć. Kochał ją. I nareszcie dorósł do tego, że się przyznał przed samym sobą. Od ich pierwszego spotkania w Soczi był nią zauroczony. 
- Tak, teraz myślę o tym w czasie przeszłym. - pomyślał. Jednak jego uczucia nie zmieniły się, a może i zmieniły? Ale na lepsze! Teraz nie jest nią zauroczony. Teraz jest w niej zakochany. Jej kucyk podskakiwał na wszystkie strony. Stopy stawiała równo, nawet o tym nie myśląc. Miała to tak wytrenowane. Nawet na chwilę nie zmniejszała tempa, ale też go nie przyśpieszała. Brązowe oczy wyrażały zadumę. Tak, wyraźnie nad czymś myślała. Była tak skupiona, że spokojnie mógł się jej przyglądać. Mógł się założyć, że nawet, gdyby stado słoni nagle przed nimi przebiegło, to by tego nie zauważyła. Biegli tak jeszcze kilka minut. Dziewczyna stopniowo hamowała, aż w końcu przystanęła. On znowu się zamyślił tak, że gdyby go nie chwyciła za rękę to na pewno pobiegłby dalej. Kiedy go dotknęła, przeszły go deszcze. Takie najmilsze dreszcze pod słońcem. 
- Ej, Kuba! Ej! Wracamy?- krzyknęła
- Tak, ja, co?- spytał.
- Kubuś się zamyślił?
- Tak, troszeczkę.
- A nad czym tak myślałeś? - zapytała i uśmiechnęła się szeroko.
- Kocham cię. - wypalił.
- Też cię kocham... bracie.
- Nie, nie zrozumiałaś mnie.
- No mówię, że też cię kocham.
- Ale ty mówisz, że kochasz mnie jak brata, a ja cię nie kocham jak siostry.
- Czyli mnie nie kochasz?
- Kocham, ale nie jak siostrę.
- Tylko jak kogo Kubuś?
- Jak chłopak dziewczynę, ale ja cię nie kocham jak zwykły chłopak, zwykłą dziewczynę, bo ty nie jesteś zwykłą dziewczyną, tylko niezwykłą. Strasznie cię kocham, właściwie od dnia, w którym się spotkaliśmy, rozumiesz?
- Mniej więcej, tylko nie wiem co powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić. - gdy tylko skończył to mówić, pocałował ją najpiękniej jak tylko umiał. Starał się wyrazić w tym pocałunku wszystkie uczucia do niej. Gdy skończyli, uśmiechnęli się do siebie.
- Też cię kocham Kubuś.- powiedziała i teraz to ona go czule pocałowała. 
- To chyba już możemy wracać.- stwierdził Kot.
W drodze powrotnej śmiali się i rozmawiali. Genialnie czuli się w swoim towarzystwie. Kiedy znaleźli się blisko hotelu Kuba zapytał: 
- Alu, czyli teraz jesteśmy razem?
- No tak. 
- Będziemy im mówić czy nie? 
- Nie będziemy mówić. Będziemy pokazywać. Zrobimy konkurs kto pierwszy się skapnie, ok?
- Dobra. Kogo obstawiasz?- zapytał
- Może Stocha? Albo Stefka?
- A ja Maćka, albo Kubackiego...
- Kubackiego? Coś ty on by się nie zoriętował jak świnia by przed nim przeleciała.
- Kogo mi to przypomina? :D
- Co?
- Nic, nic. Mówię, że cię kocham. - powiedział.
 Weszli do hotelu. Ich ręce rozłączyły się z uścisku. Skierowali się do pokoju, który dziedzili z Martą. Kiedy otworzyli drzwi zobaczyli, że blondynka jeszcze śpi. Przebrali się i odświeżyli, ponieważ trochę się zmęczyli na treningu. Była 10, a Marta ciągle drzemała w najlepsze. Nawet Dawid już wstał. Właśnie teraz był u nich w odwiedzinach. Trochę już nudzili się, bo nie mogli nawet normalnie porozmawiać, żeby nie obudzić dziewczyny.
- Ja chyba jednak ją obudzę, bo śniadanie kończy się za pół godziny. - stwierdził Dawid.
Na to Kuba wyszedł do łazienki ze szklanką. Po chwili wrócił, a w naczyniu była woda. Niewiele się zastanawiając, podszedł do łóżka Mrty i wylał na jej stopy ciecz. Ta szybko się zerwała i nie wiedziała o co chodzi. - Śniadanie się kończy zaraz, więc pomyślałem, że zrobię ci tą przysługę i cię obudzę.- powiedział wspaniałomyślnie Kotek
- Dziękuje, jaki ty kochany, ale nie można było obudzić mnie normalnie?
- spytała lekko zdenerwowana blondynka. I poszła się ubierać. Po 10 minutach, gotowa stanęła przed nimi i zapytała: 
- No ruszycie się na to śniadanie czy nie?
Nic nie mówiąc, ruszyli w kierunku hotelowej restauracji.
                                        **********************
I kolejna odsłona za nami. Myślę, że w pewnym sensie przełomowa. Główna bohaterka znalazła swego księcia z bajki. Aldona, zgadłaś!
I narracja w tym roździale też była inna. Mam nadzieje, że się podobała.
Strasznie się ostatnio opuściłam w odwiedzaniu Waszych blogów, ale na prawdę miałam mało czasu. Postaram się nadrobić zaległości jak najszybciej. I jest nowa ankieta. Pozdrawiam i do następnego.

                               CZYTASZ=KOMENTUJ
 


wtorek, 27 maja 2014

13. Jak ona i on...


                                      ,, Jeszcze kiedyś będziemy jak ona i on, 
                                  uda nam się naprawić każdy błąd, każdy błąd.
                        Jeszcze kiedyś znajdziemy to, czego wciąż nam brak.
                              Może uwierzę w cuda tego dnia, tego dnia."

 Może kiedyś będziemy jak ona i on. Jak Marta i Dawid, Kamil i Ewa, Piotrek i Justyna, Stefan i Marcelina oraz wiele innych, szczęśliwych par. Czemu i my nie możemy być tacy szczęśliwi? Dlaczego radość zawsze musi omijać nas szerokim łukiem? Przecież nie jesteśmy w niczym gorsi od innych. Nie zrobiliśmy nic złego. Chyba... Bo może właśnie ciągle popełniamy wiele złego przez to, że się nie zauważamy, unikamy i nie umiemy ze sobą być, rozmawiać i czuć się... Lecz czy to nasza wina, że jeszcze się nie spotkaliśmy, a może i spotkaliśmy, ale nie wiemy, że jesteśmy sobie pisani? Bo nie ma żadnych nas. Jestem ja i Ty. Jeśli wogóle gdzieś jesteś. Jesteś, prawda? Musisz być. W końcu się znajdziemy. Nie wiem czy jutro, za tydzień, czy za 10 lat, ale kiedyś będziemy razem. Obiecuję...
 Właśnie tak sobie rozmyślałam w samolocie, do Turcji. Niedawno doszła do mnie taka szara rzeczywistość, że jestem sama. W takim sensie, że nie mam
chłopaka, nawet kandydata nie mam! Wokół mnie sami sportowcy! I to
większość już zajętych. A jak nie zajęci, to nieodpowiedni!
Siedziałam przy oknie. Obok mnie była Marta, która spała w ramionach Kubackiego. Dużo osób urządzło sobie drzemkę, ale przynajmniej w miarę cicho było. 
Mówię w miarę, bo przy Pieterze siedzącym koło Kotów nie było możliwości na ciszę zupełną. Obsługa przychodziła już kilka razy ich upomnieć, a my płonęliśmy ze wstydu, przynajmniej ciekawie było.

Kilka godzin później.

Staliśmy przy pięknym hotelu, cztero lub pięciogwiazdkowym. Było nas sporo, więc budziliśmy pewne zainteresowanie, ale w Turcji skoki nie były popularnym sportem ( na całe szczęście) i obyło się bez kibiców.
W recepcji trochę czasu zajęło nam potwierdzenie przyjazdu i inne formalności, oraz ogarnięcie nas wszystkich. Gdy byłam już wolna, poszłam do łazienki obok recepcji. Kiedy już z niej wyszłam zobaczyłam, że nikogo od nas już nie ma. Dzięki wszystkim, że poczekali :) 
Dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, w którym pokoju jestem, więc zapytałam o to recepcjonistki. Po uzyskaniu informacji, wraz z moimi klamotami, udałam się do pokoju 203. Weszłam ( z moją wielką walizką) po schodach ( nie moja wina,
że boję się wind) na trzecie piętro. Zapukałam do drzwi mojego pokoju, ponieważ wiedziałam, że jestem w nim z kimś. Po chwili otworzyła mi moja przyjaciółka.

Weszłam do pomieszczenia, ale tam zobaczyłam jeszcze jedną osobę.
- Czemu on jest z nami w pokoju? - zapytałam blondynki.
- Dawid powiedział, że pomylili się trochę z rezerwacją pokoi no i tak wyszło. - odpowiedziała.
Czy u nas naprwdę nigdy nie może być normalnie?
Zaczęłam się rozpakowywać. Trochę tego było. Gdy już skończyłam tą czynność, poszłam się odświeżyć. Ten dzień mieliśmy już wolny, więc całe szczęście, że dzisiejszy trening zrobiłam w Polsce, bo teraz mogłam wraz z Martą, Roszpunką i Kotami iść na basen. Uwielbiałam pływać 
I to też był trening. Kiedy leżałyśmy na leżakach, opalałyśmy się i oglądałyśmy wygłupy chłopców w wodzie, zauważyłyśmy, że podeszły do nich jakieś trzy dziewczyny, które miały około 20 lat. Ich karnacja była ciemna, więc prawdopodobnie były tutejsze. Dawid spojżał w naszą stronę błagalnym wzrokiem. Cóż mu się dziwić. Panna wyraźnie nim zainteresowana, podrywała go na oczach jego dziewczyny. Ona była już nieźle zdenerwowana, więc podeszła do niej i nagadała jej kilka ,,miłych" słów ( na szczęście przeklinała po polsku, więc tamta jej nie rozumiała), a ja jej pomogłam, no bo w końcu rozumiem, że nasi chłopcy są przystojni, ale to przecież NASI chłopcy. Obcym ich nie damy! Potem śmialiśmy się z całej sytuacji, a mój kuzyn tak pocałował Martę na pocieszenie, że już nikt nie powinien mieć wątpliwości, że on jest już
zajęty.
Po kolacji ( całkiem wczesnej) ja, Marta, Dawid i Kuba wybraliśmy się zwiedzić okolicę. Robiliśmy sobie mnóstwo zdjęć ( tym razem normalnych). Zobaczyliśmy jakiś klub. Mimo, że żadne z nas jakoś bardzo nie kochało tego typu miejsc, to postanowiliśmy się dobrze zabawić. Zamówiliśmy sobie po jakimś drinku i usiedliśmy do stolika. Nie było jakiś wielkich tłumów, więc czuliśmy się całkiem swobodnie. Kubacki poprosił moją przyjaciółkę do tańca, więc Kot nie chciał być gorszy i dosłownie porwał mnie na parkiet. Bawiliśmy się świetnie. To był jeden z fajniejszych dni w ostatnim czasie.

                                                  ,, A kiedyś tak jak ona i on
                                               znajdziemy to czego wciąż nam brak
                                               i cały świat nam padnie u stóp,
                                               scenariusz jak ze snu.
                                               Że kiedyś tak jak ona i on
                                              będziemy wśród idealnych par
                                              to bajka, w którą  wierzę każdego dnia.*"

                                    *********************
I jest następny! Tym razem nie musieliście czekać tak bardzo długo
 i chyba nawet ( przynajmniej z początku) jestem całkiem zadowolona. 
Nie napisałam, z kim dziewczyny są w pokoju, bo chciałabym, abyście zgadli. W tym roździale znajdują się fragmenty piosenek Sylwii Grzeszczak  i Libera pt.,,Ona i on" oraz ,, O niej i o nim".
*-w tekście jest ,,naiwnie wierzę każdego dnia", ale usunęłam ten fragment na potrzeby opowiadania.
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*
PS. Następny roździał może pojawić się dopiero za jakieś 2 tygodnie, ale postaram się, żeby był wcześniej.