czwartek, 24 lipca 2014

16. cz1. Podwójna korzyść.



29.11.2014r. Kuusamo
Ja i skoczkowie przygotowywaliśmy się do startów. Sezon biegów i skoków dopiero się zaczął. Początki zawsze bywają trudne, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nasze reprezentacje mieszkają w tym samym hotelu, więc kiedy mamy wolny czas, (a jest go jak na lekarstwo) odwiedzany się wzajemnie. 
- Cześć! - krzyknęłam, wchodząc do pokoju Kuby i Dawida.
- No hej. - odpowiedział mi blondyn.
- Gadasz z Martą?
- Tak, a co?
- Pozdrów ją.
- Ok, ona też pozdrawia.
- Dzięki.
Dawid i Marta pogadali jeszcze chwilę, a gdy skończyli spytałam:
- Właściwie to gdzie jest Kuba?
- A bo kto go tam wie. Wyszedł gdzieś z godzinę temu.
- Nie mówił gdzie idzie?
- Nie. Ostatnio wogóle jest jakiś dziwny.
- Acha. Dobra to ja wracam do siebie. Pa.
- Cześć.

Wydawało mi się trochę dziwne, że Kuba wyszedł gdzieś bez informowania kogokolwiek. Odwiedziłam jeszcze Piotrka i Maćka 
( Żyła wymyślił konkurs kto więcej pianek zmieści w buzi), ale oni też nie wiedzieli gdzie podział się mój chłopak, więc wróciłam do swojego pokoju.

22.12.2014r.
Maciek
Nareszcie wolne. Krótkie, bo krótkie, ale jest i nie ma co narzekać. Świąteczną atmosferę można było poczuć już kilka dni temu. Mama krzątała się po kuchni, a tata (po długim naleganiu mamy) zdecydował się wreszcie uprzątnąć w garażu. Ja i Kuba wraz z Martą i Dawidem siedzieliśmy w pokoju mojego brata. Byłem trochę nie w humorze po ostatnich zawodach, co reszta od razu wykorzystała.
- No Maciek. Święta prawie są, cieszyć się powinniśmy, a ty siedzisz taki smutny. Zapomnij o skokach na te parę dni.-powiedział Kubacki.
- Ok, ale powiedz mi jak ty zrobiłeś taki postęp.-odpowiedziałem.
- Znajdź sobie dziewczynę, to ci pomoże. 
- Ok. Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę. Pa.-i wyszedłem z domu, zostawiając moich przyjaciół trochę zaskoczonych.
Wsiadłem do samochodu i skierowałem się do domu Kubackiej. Od razu o niej pomyślałem. Dawidowi Martę znalazła, Kubie siebie, to mi też kogoś znajdzie. Chyba. Gdy znalazłem się przed budynkiem, zadzwoniłem dzwonkiem i czekałem, aż ktoś mi otworzy. Tym ktosiem okazała się kobieta podobna do Ali. Była na pewno jej mamą.
- Dzień dobry. Nazywam się Maciej Kot. Jest Alicja?
- Witaj. Jestem jej mamą. Wejdź. Ala jest w swoim pokoju na górze. Drzwi powinny być otwarte. 
Zdjąłem kurtkę oraz  buty i skierowałem się na piętro. Rzeczywiście, drzwi od pokoju brunetki były otwarte. Pomieszczenie idealnie pasowało do jego właścicielki. Było uporzątkowane. Każdy element ze sobą współgrał. Biegaczka leżała na łóżku, odwrócona tyłem do drzwi, co postanowiłem wykorzystać, aby ją trochę przestraszyć. Cicho podszedłem do niej i zakryłem jej oczy rękami. 
- Zgadnij kto to. - powiedziałem zmieniając mój głos na piskliwy.
- Maciek.? 
- Skąd wiedziałaś?-spytałem z nutą zawodu.
- Masz ciepłe ręce jak zawsze i nie są takie duże jak Dawida, ale co cię do mnie sprowadza.
- O tym zaraz. Najpierw pogadamy.- widziałem, że jest smutna.
- Dobra, a o czym chcesz gadać?
- Czemu jesteś taka smutna? I mówię od razu, że kitu o ostatnich zawodach już nie przyjmuję. Oglądałem i no kurdę biegłaś niesamowicie. I wiem, że wygrałaś.
- Tak, wygrałam.
- Ej no weź się uśmiechnij i powiedz wreszcie o co chodzi.
- O twojego brata.
- Co przeskrobał?
- On chyba mnie unika. Oddalamy się od siebie. Nie ma dla mnie czsu, przynajmniej tak mówi. Nie wiem czy nie ma kogoś innego.
- Nie jestem najlepszym pocieszycielem i powiem ci szczerze, że też zauważyłem, że nie spędzacie razem tyle czasu co kiedyś, ale się nim nie przejmuj. Wiem, że to mój brat, ale muszę stwierdzić, że jeśli serio się od ciebie oddala i cię unika to jest głupi i nie wie co traci. Wiesz, że jestem wybredny jeśli chodzi o dziewczyny, ale jeśli nie chodziłabyś z moim bratem to bym się tobą poważnie zainteresował.
- Mam być dumna z twoich słów? To był komplement?
- O tak!
- To dziękuje, a teraz przejdźmy do ciebie. 
- Więc przyszedłem do ciebie z prośbą, żebyś pomogła mi znaleźć dziewczynę.
- Jejciu Maciek, robi się poważnie.
- Wiem, ale chłopaki od kiedy mają dziewczyny, to skaczą lepiej, bo mają dla kogo skakać.
- Znajdź dziewczynę z miłości, a nie dla wyników.
- A nie może być podwójnej korzyści?
- To pokażę ci kilka moich fajnych koleżanek, które mogą być dla ciebie dość ładne.
- Ok. To pokazuj. Dużo ich?
- Poczekaj. Myślę... Takich, które chyba trafią w twoje gusta jest cztery.
- Świetnie. Zaczynamy.
- Nie, sorry dwie bo tamte dwie, które brałam pod uwagę, mają chłopaków.
- Dobra. Pokaż.
- Pierwsza to Marcelina.- pokazała mi zdjęcie jasnej blondynki. Była ładna. Nawet bardzo. Jej oczy były dość duże, koloru jasnego brązu. Miała duże, jasne, różowe usta.
- Fajna. Pokaż tą drugą.
- Diana. Jest świetną optymistką.
Moim oczą ukazała się szatynka o ciemnych, prawie czarnych oczach 
i ciemnej karnacji. Jej usta były średniej wielkości, ale ich kolor był prześliczny - prawie czerwony.
- No i jak? - zapytała moja przyjaciółka.
- Obie są ładne, ale wolę tą drugą.
- Dobry wybór. Odpowiem ci trochę o niej.
Kubacka zaczęła opowiadać o Dianie i obiecała, że spróbuje nas umówić. Od brunetki wyszedłem bardzo zadowolony. Mam nadzieje, że polubię tą dziewczynę.

                                    **************************
Zdecydowałam się podzielić ten rozdział na dwie, ponieważ byłby długi, a nie zdążyłam go napisać. Chciałam opublikować to coś bo dawno mnie nie było i nie będzie mnie przez co najmniej dwa tygodnie. Nie jestem z niego zadowolona, ale wena mnie ostatnio opuściła. Pozdrawiam i życzę miłych wakacji. 
PS. Już rusza LGP, do boju Polsko!

wtorek, 1 lipca 2014

15. Proszę pani. Tak nie można.


- Moja głowaaa...-narzekałam sama do siebie. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Raczej nie miewałam bólów tego typu, ale tym razem był on nie do zniesienia.
- Co tam? Nie idziesz na śniadanie?- Spytała moja przyjaciółka, wychodząc z łazienki.
- Idę. Już.- powiedziałam i niechętnie zwlokłam się z łóżka.
- Co ci? 
- Nic, tylko trochę się nie wyspałam.
- Innym możesz kity wciskać, ale widzę, że jesteś inna niż zwykle.
- Łeb mnie boli i mówię to tylko tobie i nikt inny nie może o tym wiedzieć, ok?
- Dobra, ale może nie idź dzisiaj na marszobieg?
- I tak pójdę, mamo. Idziesz na śniadanie czy nie?
Szybko poszłam się ubrać i zeszłyśmy do restauracji. Skierowałyśmy się do stolika, przy którym siedziało większość ludzi z naszej ,,wycieczki". Nie miałam ochoty na jedzenie, ale żeby nie wdzbudzać podejrzeń, zjadłam małą bułkę z masłem i wypiłam herbatę.
***
Oni byli naprawdę złośliwi. Akurat dzisiaj, kiedy ledwo żyłam, musieli wydłużyć dystans na marszobieg. Usprawiedliwiała ich tylko niewiedza. Na szczęście tortury za chwilę miały się skończyć. Dosłownie za parę metrów będzie już widać nasz hotel. Kiedy dotarliśmy do celu, ja i Kuba, zmęczeni od razu skierowaliśmy się do pokoju. Po któtkim wylegiwaniu się na łóżku, poszłam się odświeżyć i założyć czyste ubrania. Gdy wyszłam z łazienki, skierowałam się w stronę mojego chłopaka i bez słowa się do niego przytuliłam. Biło od niego takie przyjemne ciepło. Kiedyś przeczytałam, że ,, nie ma przyjemniejszego ciepła, niż ciepło drugiego człowieka". W tej chwili zdecydowanie się z tym zgadzałam.
- Dobrze się czujesz?-spytał Kot.
- Tak.- odpowiedziałam.
- Kochanie, ja umiem ocenić czy ktoś kłamie czy nie i w twoim przypadku wyraźnie widzę, że nie mówisz prawdy.
- Skąd wiesz?
- Unikasz mojego spojrzenia, a poza tym się delikatnie zarumieniłaś.
On wcale nie znał mnie tak długo, a już odkrył, że moje policzki bardzo lubią kolor czerwony.
- Powiesz mi co ci jest? 
- Tylko boli mnie głowa i troszeczkę mi słabo.
- To dlatego cały czas się mnie trzymasz?
- To jeden z powodów.
- A pozostałe? 
- Na przykład bardzo cię kocham.
- Ooo słodziutka jesteś, ale mogłabyś nie zmieniać tematu?
Poczułam nagłą bezsilność. Resztki mocy ze mnie uciekły. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Pamiętam jeszcze tylko, że gdybym nie trzymała się Kuby, to leżałabym na podłodze.
***
Leżałam na swoim łóżku. Koło mnie cich rozmawiali Dawid, Marta, Kubuś i lekarz reprezentacji. 
- Ale nam narozrabiałaś.-zaczął.
- Przepraszam, ale właściwie dlaczego zasłabłam?-zapytałam.
- Od rana bolała cię głowa, dowiedziałem się także, że mało zjadłaś i potem było ci słabo. Do tego duży wysiłek fizyczny, twoja przyjaciółka powiedziała mi też, że nie mogłaś zasnąć i mało spałaś. To wszystko przełożyło się na to.
- Czyli nic złego się nie stało?
- Jak na razie nie, ale przeprowadziłem mały wywiad i dowiedziałem się od twoich kolegów i koleżanek, że mało jadasz. Alu, przy tak ciężkim sporcie wyczynowym jakim są biegi narciarskie to jest kategorycznie zabronione. Kiedy zjadasz niewystarczające śniadanie, a potem idziesz na morderczy trening, twój organizm spala wszystko i nic nie zostaje. Dzisiaj nie mogę ci powiedzieć ci nic więcej, ale jak wrócisz do kraju to musisz zrobić sobie badania, bo możliwe, że jak dalej będziesz prowadziła taki tryb życia to nabawisz się anemi.-zakończył lekarz.
- Przepraszam i dziękuje.
- Nie ma za co. Czujesz się lepiej?
- Tak, dużo lepiej, tylko jestem głodna.
W tym momencie Kot wybiegł z pokoju, jakby bał się, że ktoś go wyprzedzi i,pobiegł gdzieś. Po chwili przyniósł mnóstwo pysznego jedzenia.
******
Pół roku później.
Marta
Chłopcy niedługo zaczynają sezon. Mają ostatnie wolne dni, a potem wyjeżdżają na zawody. Kubacka też niedługo zaczyna starty. Wszyscy chodzą podekscytowani i nie mogą już doczekać się konkursów. Okazało się, że miłość uskrzydla polskich skoczków. Dawid skakał bardzo dobrze w LGP. Kuba też przypomniał sobie jak trzeba skakać. W lecie spisywał się znakomicie i dostał miejsce w rezerwach kadry. Po pierwszych konkursach sztab zdecyduje czy wejdzie do kadry. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otwieram, a tam wesoła gromadka moich przyjaciół i mój chłopak.
- Czeeść...-przywitali mnie.- No hej, co tam?
- Idziemy na Kasprowy. - oznajmił Dawid.
- Fajnie, miłej drogi.- odpowiedziałam.
- Ty idziesz z nami.
- Nie mogę. Muszę posprzątać w mieszkaniu.
- Możesz, a nawet musisz iść. My z Maćkiem i Kubą posprzątamy. 
 - powiedziała Ala. 
Widać było, że chłopcy byli troszkę zdezorientowani. Tego chyba nie przewidzieliw swoim planie.
- Skoro chcecie to ok. Tylko się przebiorę i zaraz przyjdę.

Alicja

- No chłopcy, to zaczynamy.- powiedziałam.
- Serio?- spytali.
- No chcecie pomóc koledze czy nie? Mieszkanie Marty nie jest duże.
Oni już nic nie dodawali, tylko wzięli się do roboty. Po 15 minutach moja przyjaciółka i Kubacki ruszyli w drogę. My po godzinie skończyliśmy sprzątać. Mieszkanie lśniło. Zamknęliśmy je na klucz i pojechaliśmy jeszcze do mnie po potrzebne rzeczy. Tam dołączył do nas mój brat. My w przeciwieństwie do blondynki i Dawida, na Kasprowy wjechaliśmy. Tak, troszeczkę dziwnie wyglądali polscy sportowcy (całkiem rozpoznawalni), jadący ze stolikiem, koszykami itp. Troszkę gorzej było 
z przesiadką, ale daliśmy radę. Na szczycie pięknie wszystko rozstawiliśmy. To wyglądało bajkowo i uroczo. Kilka godzin czekaliśmy na Dawida i Martę. Ujżeliśmy ich. Blondyn niósł dziewczynę na barana, a ona miała zasłonięte oczy.

Marta

No nareszcie mnie postawił. Już chciałam ściągnąć opaskę z oczu, ale reszta kazała mi jeszcze trochę poczekać. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia po co oni tu, ale chyba wolę pozostać w niewiedzy. Po chwili moja przyjaciółka ściągnęła mi materiał z twarzy. Zobaczyłam Dawida klęczącego przede mną, koło stolika z różnymi potrawami
 i smakołykami.!?
- Marto, wiem, że nie jesteśmy ze sobą jakoś bardzo długo, ale jestem pewien, że chcę dzielić z tobą każdy dzień. Mówiąc krótko: kocham cię, dlatego teraz pytam: Wyjdziesz za mnie?-zapytał, a mnie zatkało.
- Ale nie wynieść śmieci?-spytałam.
- Nie, czy chcesz zostać moją żoną?
- Jak tak, to oczywiście.!
Okazało się, że Kacper to nagrywał. Fajną pamiątkę będziemy mieć. :*

                              *******************
I jest kolejny, pisany na raty. Jest trochę dłuższy od poprzednich ( to dla Aldony). Postanowiłam, że już nie będę nażekać na rozdziały, ale ten to istna masakra. Dodaje to coś tylko dlatego, że długo mnie nie było i teraz też może mnie chwilę nie być. Pozostawiam wam go do oceny. Proszę o komentarze. Pozdrawiam i do kolejnego.
PS. Ach, te wakacje!
PS2. Komu kibicujecie na Mundialu? Pisać w komentarzach.
Argentyna <3 div="">

czwartek, 12 czerwca 2014

14. Małe słowa o dużym znaczeniu.

Biegł koło niej dość szybkim truchtem. Fale obmywały ich stopy. Zdjęcie butów okazało się trafionym pomysłem. Na plaży nie było żadnych ludzi. Ba! W pobliżu nie dało się dostrzec żywej duszy. Cóż się dziwić. Każdy w miarę normalny człowiek na wypoczynku nie wstaje o 6 rano i nie idzie na   półtorej godziny pobiegać. Musiał przyznać, że miała kondycję. Był zdziwiony, że jeszcze nie padł martwy na piach, ale ta okazja przebywania z nią sam na sam mogła w najbliższym czasie się nie powtórzyć. Kochał ją. I nareszcie dorósł do tego, że się przyznał przed samym sobą. Od ich pierwszego spotkania w Soczi był nią zauroczony. 
- Tak, teraz myślę o tym w czasie przeszłym. - pomyślał. Jednak jego uczucia nie zmieniły się, a może i zmieniły? Ale na lepsze! Teraz nie jest nią zauroczony. Teraz jest w niej zakochany. Jej kucyk podskakiwał na wszystkie strony. Stopy stawiała równo, nawet o tym nie myśląc. Miała to tak wytrenowane. Nawet na chwilę nie zmniejszała tempa, ale też go nie przyśpieszała. Brązowe oczy wyrażały zadumę. Tak, wyraźnie nad czymś myślała. Była tak skupiona, że spokojnie mógł się jej przyglądać. Mógł się założyć, że nawet, gdyby stado słoni nagle przed nimi przebiegło, to by tego nie zauważyła. Biegli tak jeszcze kilka minut. Dziewczyna stopniowo hamowała, aż w końcu przystanęła. On znowu się zamyślił tak, że gdyby go nie chwyciła za rękę to na pewno pobiegłby dalej. Kiedy go dotknęła, przeszły go deszcze. Takie najmilsze dreszcze pod słońcem. 
- Ej, Kuba! Ej! Wracamy?- krzyknęła
- Tak, ja, co?- spytał.
- Kubuś się zamyślił?
- Tak, troszeczkę.
- A nad czym tak myślałeś? - zapytała i uśmiechnęła się szeroko.
- Kocham cię. - wypalił.
- Też cię kocham... bracie.
- Nie, nie zrozumiałaś mnie.
- No mówię, że też cię kocham.
- Ale ty mówisz, że kochasz mnie jak brata, a ja cię nie kocham jak siostry.
- Czyli mnie nie kochasz?
- Kocham, ale nie jak siostrę.
- Tylko jak kogo Kubuś?
- Jak chłopak dziewczynę, ale ja cię nie kocham jak zwykły chłopak, zwykłą dziewczynę, bo ty nie jesteś zwykłą dziewczyną, tylko niezwykłą. Strasznie cię kocham, właściwie od dnia, w którym się spotkaliśmy, rozumiesz?
- Mniej więcej, tylko nie wiem co powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić. - gdy tylko skończył to mówić, pocałował ją najpiękniej jak tylko umiał. Starał się wyrazić w tym pocałunku wszystkie uczucia do niej. Gdy skończyli, uśmiechnęli się do siebie.
- Też cię kocham Kubuś.- powiedziała i teraz to ona go czule pocałowała. 
- To chyba już możemy wracać.- stwierdził Kot.
W drodze powrotnej śmiali się i rozmawiali. Genialnie czuli się w swoim towarzystwie. Kiedy znaleźli się blisko hotelu Kuba zapytał: 
- Alu, czyli teraz jesteśmy razem?
- No tak. 
- Będziemy im mówić czy nie? 
- Nie będziemy mówić. Będziemy pokazywać. Zrobimy konkurs kto pierwszy się skapnie, ok?
- Dobra. Kogo obstawiasz?- zapytał
- Może Stocha? Albo Stefka?
- A ja Maćka, albo Kubackiego...
- Kubackiego? Coś ty on by się nie zoriętował jak świnia by przed nim przeleciała.
- Kogo mi to przypomina? :D
- Co?
- Nic, nic. Mówię, że cię kocham. - powiedział.
 Weszli do hotelu. Ich ręce rozłączyły się z uścisku. Skierowali się do pokoju, który dziedzili z Martą. Kiedy otworzyli drzwi zobaczyli, że blondynka jeszcze śpi. Przebrali się i odświeżyli, ponieważ trochę się zmęczyli na treningu. Była 10, a Marta ciągle drzemała w najlepsze. Nawet Dawid już wstał. Właśnie teraz był u nich w odwiedzinach. Trochę już nudzili się, bo nie mogli nawet normalnie porozmawiać, żeby nie obudzić dziewczyny.
- Ja chyba jednak ją obudzę, bo śniadanie kończy się za pół godziny. - stwierdził Dawid.
Na to Kuba wyszedł do łazienki ze szklanką. Po chwili wrócił, a w naczyniu była woda. Niewiele się zastanawiając, podszedł do łóżka Mrty i wylał na jej stopy ciecz. Ta szybko się zerwała i nie wiedziała o co chodzi. - Śniadanie się kończy zaraz, więc pomyślałem, że zrobię ci tą przysługę i cię obudzę.- powiedział wspaniałomyślnie Kotek
- Dziękuje, jaki ty kochany, ale nie można było obudzić mnie normalnie?
- spytała lekko zdenerwowana blondynka. I poszła się ubierać. Po 10 minutach, gotowa stanęła przed nimi i zapytała: 
- No ruszycie się na to śniadanie czy nie?
Nic nie mówiąc, ruszyli w kierunku hotelowej restauracji.
                                        **********************
I kolejna odsłona za nami. Myślę, że w pewnym sensie przełomowa. Główna bohaterka znalazła swego księcia z bajki. Aldona, zgadłaś!
I narracja w tym roździale też była inna. Mam nadzieje, że się podobała.
Strasznie się ostatnio opuściłam w odwiedzaniu Waszych blogów, ale na prawdę miałam mało czasu. Postaram się nadrobić zaległości jak najszybciej. I jest nowa ankieta. Pozdrawiam i do następnego.

                               CZYTASZ=KOMENTUJ
 


wtorek, 27 maja 2014

13. Jak ona i on...


                                      ,, Jeszcze kiedyś będziemy jak ona i on, 
                                  uda nam się naprawić każdy błąd, każdy błąd.
                        Jeszcze kiedyś znajdziemy to, czego wciąż nam brak.
                              Może uwierzę w cuda tego dnia, tego dnia."

 Może kiedyś będziemy jak ona i on. Jak Marta i Dawid, Kamil i Ewa, Piotrek i Justyna, Stefan i Marcelina oraz wiele innych, szczęśliwych par. Czemu i my nie możemy być tacy szczęśliwi? Dlaczego radość zawsze musi omijać nas szerokim łukiem? Przecież nie jesteśmy w niczym gorsi od innych. Nie zrobiliśmy nic złego. Chyba... Bo może właśnie ciągle popełniamy wiele złego przez to, że się nie zauważamy, unikamy i nie umiemy ze sobą być, rozmawiać i czuć się... Lecz czy to nasza wina, że jeszcze się nie spotkaliśmy, a może i spotkaliśmy, ale nie wiemy, że jesteśmy sobie pisani? Bo nie ma żadnych nas. Jestem ja i Ty. Jeśli wogóle gdzieś jesteś. Jesteś, prawda? Musisz być. W końcu się znajdziemy. Nie wiem czy jutro, za tydzień, czy za 10 lat, ale kiedyś będziemy razem. Obiecuję...
 Właśnie tak sobie rozmyślałam w samolocie, do Turcji. Niedawno doszła do mnie taka szara rzeczywistość, że jestem sama. W takim sensie, że nie mam
chłopaka, nawet kandydata nie mam! Wokół mnie sami sportowcy! I to
większość już zajętych. A jak nie zajęci, to nieodpowiedni!
Siedziałam przy oknie. Obok mnie była Marta, która spała w ramionach Kubackiego. Dużo osób urządzło sobie drzemkę, ale przynajmniej w miarę cicho było. 
Mówię w miarę, bo przy Pieterze siedzącym koło Kotów nie było możliwości na ciszę zupełną. Obsługa przychodziła już kilka razy ich upomnieć, a my płonęliśmy ze wstydu, przynajmniej ciekawie było.

Kilka godzin później.

Staliśmy przy pięknym hotelu, cztero lub pięciogwiazdkowym. Było nas sporo, więc budziliśmy pewne zainteresowanie, ale w Turcji skoki nie były popularnym sportem ( na całe szczęście) i obyło się bez kibiców.
W recepcji trochę czasu zajęło nam potwierdzenie przyjazdu i inne formalności, oraz ogarnięcie nas wszystkich. Gdy byłam już wolna, poszłam do łazienki obok recepcji. Kiedy już z niej wyszłam zobaczyłam, że nikogo od nas już nie ma. Dzięki wszystkim, że poczekali :) 
Dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, w którym pokoju jestem, więc zapytałam o to recepcjonistki. Po uzyskaniu informacji, wraz z moimi klamotami, udałam się do pokoju 203. Weszłam ( z moją wielką walizką) po schodach ( nie moja wina,
że boję się wind) na trzecie piętro. Zapukałam do drzwi mojego pokoju, ponieważ wiedziałam, że jestem w nim z kimś. Po chwili otworzyła mi moja przyjaciółka.

Weszłam do pomieszczenia, ale tam zobaczyłam jeszcze jedną osobę.
- Czemu on jest z nami w pokoju? - zapytałam blondynki.
- Dawid powiedział, że pomylili się trochę z rezerwacją pokoi no i tak wyszło. - odpowiedziała.
Czy u nas naprwdę nigdy nie może być normalnie?
Zaczęłam się rozpakowywać. Trochę tego było. Gdy już skończyłam tą czynność, poszłam się odświeżyć. Ten dzień mieliśmy już wolny, więc całe szczęście, że dzisiejszy trening zrobiłam w Polsce, bo teraz mogłam wraz z Martą, Roszpunką i Kotami iść na basen. Uwielbiałam pływać 
I to też był trening. Kiedy leżałyśmy na leżakach, opalałyśmy się i oglądałyśmy wygłupy chłopców w wodzie, zauważyłyśmy, że podeszły do nich jakieś trzy dziewczyny, które miały około 20 lat. Ich karnacja była ciemna, więc prawdopodobnie były tutejsze. Dawid spojżał w naszą stronę błagalnym wzrokiem. Cóż mu się dziwić. Panna wyraźnie nim zainteresowana, podrywała go na oczach jego dziewczyny. Ona była już nieźle zdenerwowana, więc podeszła do niej i nagadała jej kilka ,,miłych" słów ( na szczęście przeklinała po polsku, więc tamta jej nie rozumiała), a ja jej pomogłam, no bo w końcu rozumiem, że nasi chłopcy są przystojni, ale to przecież NASI chłopcy. Obcym ich nie damy! Potem śmialiśmy się z całej sytuacji, a mój kuzyn tak pocałował Martę na pocieszenie, że już nikt nie powinien mieć wątpliwości, że on jest już
zajęty.
Po kolacji ( całkiem wczesnej) ja, Marta, Dawid i Kuba wybraliśmy się zwiedzić okolicę. Robiliśmy sobie mnóstwo zdjęć ( tym razem normalnych). Zobaczyliśmy jakiś klub. Mimo, że żadne z nas jakoś bardzo nie kochało tego typu miejsc, to postanowiliśmy się dobrze zabawić. Zamówiliśmy sobie po jakimś drinku i usiedliśmy do stolika. Nie było jakiś wielkich tłumów, więc czuliśmy się całkiem swobodnie. Kubacki poprosił moją przyjaciółkę do tańca, więc Kot nie chciał być gorszy i dosłownie porwał mnie na parkiet. Bawiliśmy się świetnie. To był jeden z fajniejszych dni w ostatnim czasie.

                                                  ,, A kiedyś tak jak ona i on
                                               znajdziemy to czego wciąż nam brak
                                               i cały świat nam padnie u stóp,
                                               scenariusz jak ze snu.
                                               Że kiedyś tak jak ona i on
                                              będziemy wśród idealnych par
                                              to bajka, w którą  wierzę każdego dnia.*"

                                    *********************
I jest następny! Tym razem nie musieliście czekać tak bardzo długo
 i chyba nawet ( przynajmniej z początku) jestem całkiem zadowolona. 
Nie napisałam, z kim dziewczyny są w pokoju, bo chciałabym, abyście zgadli. W tym roździale znajdują się fragmenty piosenek Sylwii Grzeszczak  i Libera pt.,,Ona i on" oraz ,, O niej i o nim".
*-w tekście jest ,,naiwnie wierzę każdego dnia", ale usunęłam ten fragment na potrzeby opowiadania.
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*
PS. Następny roździał może pojawić się dopiero za jakieś 2 tygodnie, ale postaram się, żeby był wcześniej.

czwartek, 22 maja 2014

12. Małe i duże problemy.


                               Wygrywanie to nie wszystko, ale cheć wygrania tak. 

 Wbiegłam do jednej z zakopiańskich kawiarni. Tak, tej co zawsze. Już byłam spóźniona. Czy ja naprawdę zawsze muszę się spóźniać? Miętus siedział już przy stoliku i na mnie czekał.
- No nareszcie. - powiedział.
- Hej, też się cieszę, że cię widzę. - odpowiedziałam.
Zamówiłem moją ulubioną kawę i rozpoczęliśmy naszą rozmowę, która, nie ma co się oszukiwać, przynajmniej na początku za bardzo się nie kleiła. No, a potem zadał pytanie, którego się spodziewałam, ale nie chciałam usłyszeć:
- Ten pocałunek oznacza, że jesteśmy razem, znowu?- spytał.
- Nie wiem, nie, raczej nie. Przepraszam, że zrobiłam ci nadzieję, wiem, że zachowałam się okropnie, ale przynajmniej dla mnie ten pocałunek nic nie znaczył. - opowiedziałam
- Taa rozumiem, znaczy się nie rozumiem. Ja może już pójdę. Pa.
- Hej.
Posiedziałam jeszcze chwilę w tym przytulnym miejscu. Zachowałam się jak małolata, która myśli, że może robić wszystko, co tylko chce, ale ja po prostu czułam, że my nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Krzysiu jest wspaniały. Tylko, że do mnie nie pasują ludzie spokojni. 
Gdy miałam już wychodzić, zobaczyłam Dawida i Martę zbliżających się do kawiarni. 
- Hej!- powiedzieli
- Cześć.- odpowiedziałam.
- Co ty taka, jak nie ty?- zapytała moja przyjaciółka.
Ta to mnie znała! Tylko mnie zobaczyła, a już wiedziała, że nie mam dobrego humoru.
- Nie, wydaje ci się. To po treningu na siłowni.- stwierdziłam. 
Po części była to prawda.
- To pa. -powiedziałam.
- Nie zostaniesz z nami? - spytał blondyn. 
- Nie, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Wy nacieszcie się sobą. Niewiele czasu już wam zostało do kolejnych konkursów. To hej.
- powiedziałam i wyszłam. Oni byli tacy zakochani! Nie zważali na problemy, tylko byli ze sobą, szczęśliwi. Dla nich liczyło się tu i teraz.

Planica 23.03.2014  po zawodach.

Kamil ma kryształową kulę! Żyła chodził uchachany i śpiewał coś pod nosem. Po drugim miejscu w dróżynówce dziś znowu mogliśmy się cieszyć. Po dekoracji i udzielaniu spooruu wywiadów skoczkowie mogli 
usiąść z nami i świętować.
Dziewczyny pięknie przystroiły domek naszej reprezentacji i przywiozły pyszne jedzenie ( skromnie dodam, że ja też im pomagałam). Konkurs oglądałam z Kubą i Martą. Świetnie się bawiliśmy. Ja i Kuba, Kuba 
i Marta - to przykłady, że przyjaźń damsko-męska istnieje. Gdy skakali mniej znani zawodnicy, my robiliśmy sobie zdjęcia z głupimi minami. 
W pewnym momencie kamera nas pokazała! Nasze twarze spłonęły ogromnymi rumieńcami, bo ok. 10 mln Polaków nas oglądało, tak?
Potem byliśmy już bardziej ostrożni. 
Po sukcesie Stocha świętowaliśmy jeszcze długo. Innym skoczkom ten sezon też wyszedł genialnie!
Sezon w biegach też się zakończył. Wystąpiłam jeszcze w kilku zawodach, a w jednych to nawet 8 byłam. Jak na debiuty to całkiem nieźle.

30.03.2014r.

Robiłam pysznie zapowiadającą się pizzę, kiedy do domu wszedł ( czyt. wbiegł z ogromnym hukiem) Dawid.
- Ala! Alka! - wołał
- Tu jestem!
Wszedł do kuchni i zapytał:
- Co robisz?
- Pizzę.
Mój kuzyn zabrał mi kawałek sera. Oberwało mu się ode mnie. Dostał po tych swoich dużych łapach! 
- A tak wogóle to po co przyszedłeś?
- Mam świetną wiadomość! Wszystko już uzgodnione z twoim trenerem. Będziesz mogła trenować z nami, a także odpoczywać i robić swoje treningi indywidualnie. Będzie super! Marcia też jedzie, także nie będziesz sama.
- Dawid!
- Co? 
- O czym ty mówisz?
- No jak to o czym? Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką? 
- No jedziesz z nami na zgrupowanie do Turcji.
- Serio?
- Najbardziej serio na świecie. Słowo harcerza.
- Ty nie byłeś harcerzem.
- Ale byłem zuchem.
- Przez rok.
- Rok to bardzo dużo.
- Dobra, porozmawiajmy jeszcze o tym wyjeździe. Kiedy on będzie?
- Od 26 kwietnia do chyba 11 maja.
No i miałam dylemat. Śmiać się czy płakać? Doradźcie.
A potem Kubacki jeszcze został u mnie i zeżarł połowę mojej pysznej pizzy! Wygoniłam go dopiero, gdy powiedziałam, że muszę się na studia pouczyć, bo jak mi nie da spokoju, to on za mnie będzie egzaminy pisał!
                                     *******************
No i mamy kolejny. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale ci nauczyciele to się pod koniec roku uwzięli. Roździał dedykuję wszystkim czytelnikom. Jeśli przeczytałaś/eś ten roździał, to zostaw po sobie komentarz, proszę. Pozdrawiam i do następnego.
                          CZYTASZ=KOMENTUJ



czwartek, 8 maja 2014

11. Co ja tutaj robię?

 I tak, tak pocałowaliśmy się. Nie był to pocałunek śmiały i długi. To był pocałunek krótki. Płen delikatności i niepewności. A ja w swoim stylu spanikowałam i powiedziałam:
- To ja już może pójdę. 
I jak powiedziałam, tak zrobiłam. Jechałam powoli uliczkami Zakopanego. To miejsce było takie urocze! Jak dla mnie nie ma piękniejszego miejsca na Ziemi. Śniegu w tym roku nie napadało zbyt wiele. Jego resztki poniewierały się koło chodnika. Całkiem sporo zakochanych par cieszyło się sobą. No tak. Piątek, wieczór, co innego mają robić? Było po 22. Po chwili już byłam pod swoim domem. Gdy już zdjęłam, zimową kurtkę (bardzo ciepłą zresztą) i weszłam do domu, mama mi oznajmiła:
- Na górze czeka na ciebie Dawid.
Juhu! Jednego dnia nie może beze mnie wytrzymać? On naprawdę nie ma co robić? Świetna mi niespodzianka. Ja tak chciałam od niego odpocząć, a tu bam! Dawid czeka na ciebie na górze.
Kubacki, znajdź ty sobie dziewczynę, bo następnym razem to ja ci jakąś znajdę, albo ci coś zrobię. Nie śpiesząc się, skierowałam się w stronę swojego pokoju. 
Blondyn siedział na moim łóżku. Oczywiście dobrze, że się kogoś zapytał czy może wziąć do ręki MÓJ album z MOIMI zdjęciami <3 div="">
Chwilę gadaliśmy sobie o wszystkim i o niczym. Aż w końcu zapytał:
- Co robisz jutro? 
- Idę na siłownię, potem pojadę do Jakuszyc potrenować, a później leniuchuję.
- A możesz przyjść do mnie po południu?
Ja byłam spokojna, tylko on na mnie tak działał, uwierzcie.
Już miałam mu odpowiedzieć, żeby się wypchał, ale moja ciekawość, co on kombinuje wygrała.
- Tak, ale po co kochany braciszku? - próbowałam być miła :)
- No zobaczysz. To jutro ok. piętnastej?
- Ok. A teraz pooglądamy jakiś film?
- Nooo.
- To wybierz, a ja pójdę po Kacpra.
No i poszłam po mojego brata i kiedy wróciliśmy okazało się, że Dawid wybrał film pt. ,,Nietykalni" oglądałam go już kilka razy, ale jest taki świetny, że chyba nigdy mi się nie znudzi. Śmialiśmy się jak głupi. Po 30 min. przyszedł do nas mój tata. Był bardzo zdziwiony czemu się tak śmiejemy. Kiedy zobaczył, co oglądamy spytał nas:
- I wy mnie nie zawołaliście? 
I dosiadł się do nas. Mama chyba zaniepokoiła się, gdy tata nie wracał 
i też nas odwiedziła, ale ona nawet nie zapytała czy może się dosiąść 
i usiadła chyba trochę obrażona, że jej nie zawołaliśmy. 
Kiedy film się skończył z bólem brzucha rozeszliśmy się każdy do swoich pokoi. Znaczy się inni poszli, a ja zostałam u siebie.

następnego dnia :D

O umówionej godzinie stawiłam się pod domem Kubackiego. Wcześniej wyciskałam siódme poty w siłowni, a potem pobiegałam na nartach 
w Jakuszycach. Po dłuższej chwili czekania, aż kuzyn mi otworzy drzwi, za nimi pokazała się jego bujna grzywa. Przywitaliśmy się, on nagle wypalił: 
- Alka, to moja dziewczyna. A w drzwiach stanęła..... no Marta!
Wyobrażacie sobie moją minę?- Taki głupkowaty uśmiech. A potem zaniosłam się głośnym śmiechem. Myślałam, że po prostu nie wytrzymiem. Jak się trochę ogarnęłam, to powiedziałam:
- No wiedziałam. Gratulacje. Hahaha.
Potem przyszli pozostali skoczkowie z żonami i poinformowali mnie, że pogramy w podchody! Lubiłam tą grę, ale wiedziałam, że z nimi to będzie dopiero zabawnie i ciekawie!

                                      ******************
Jeśli kiedykolwiek wcześniej byłam niezadowolona z jakiegoś roździału, to ja nie wiem, co powiedzieć o tym. Totalna beznadzieja! Dodaje to tylko dlatego, że nie mogłam wymyślić nic lepszego, a poza tym nareszcie miałam na niego czas. Wena odeszła w zapomnienie. Możliwe, że w najbliższych dniach pojawi się coś nowego i miejmy nadzieje, że będzie lepsze od tego czegoś. 
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*

PS. Dziękuje za ponad 3000 wyświetleń i komentarze. To naprawdę pomaga i mobilizuje.