czwartek, 12 czerwca 2014

14. Małe słowa o dużym znaczeniu.

Biegł koło niej dość szybkim truchtem. Fale obmywały ich stopy. Zdjęcie butów okazało się trafionym pomysłem. Na plaży nie było żadnych ludzi. Ba! W pobliżu nie dało się dostrzec żywej duszy. Cóż się dziwić. Każdy w miarę normalny człowiek na wypoczynku nie wstaje o 6 rano i nie idzie na   półtorej godziny pobiegać. Musiał przyznać, że miała kondycję. Był zdziwiony, że jeszcze nie padł martwy na piach, ale ta okazja przebywania z nią sam na sam mogła w najbliższym czasie się nie powtórzyć. Kochał ją. I nareszcie dorósł do tego, że się przyznał przed samym sobą. Od ich pierwszego spotkania w Soczi był nią zauroczony. 
- Tak, teraz myślę o tym w czasie przeszłym. - pomyślał. Jednak jego uczucia nie zmieniły się, a może i zmieniły? Ale na lepsze! Teraz nie jest nią zauroczony. Teraz jest w niej zakochany. Jej kucyk podskakiwał na wszystkie strony. Stopy stawiała równo, nawet o tym nie myśląc. Miała to tak wytrenowane. Nawet na chwilę nie zmniejszała tempa, ale też go nie przyśpieszała. Brązowe oczy wyrażały zadumę. Tak, wyraźnie nad czymś myślała. Była tak skupiona, że spokojnie mógł się jej przyglądać. Mógł się założyć, że nawet, gdyby stado słoni nagle przed nimi przebiegło, to by tego nie zauważyła. Biegli tak jeszcze kilka minut. Dziewczyna stopniowo hamowała, aż w końcu przystanęła. On znowu się zamyślił tak, że gdyby go nie chwyciła za rękę to na pewno pobiegłby dalej. Kiedy go dotknęła, przeszły go deszcze. Takie najmilsze dreszcze pod słońcem. 
- Ej, Kuba! Ej! Wracamy?- krzyknęła
- Tak, ja, co?- spytał.
- Kubuś się zamyślił?
- Tak, troszeczkę.
- A nad czym tak myślałeś? - zapytała i uśmiechnęła się szeroko.
- Kocham cię. - wypalił.
- Też cię kocham... bracie.
- Nie, nie zrozumiałaś mnie.
- No mówię, że też cię kocham.
- Ale ty mówisz, że kochasz mnie jak brata, a ja cię nie kocham jak siostry.
- Czyli mnie nie kochasz?
- Kocham, ale nie jak siostrę.
- Tylko jak kogo Kubuś?
- Jak chłopak dziewczynę, ale ja cię nie kocham jak zwykły chłopak, zwykłą dziewczynę, bo ty nie jesteś zwykłą dziewczyną, tylko niezwykłą. Strasznie cię kocham, właściwie od dnia, w którym się spotkaliśmy, rozumiesz?
- Mniej więcej, tylko nie wiem co powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić. - gdy tylko skończył to mówić, pocałował ją najpiękniej jak tylko umiał. Starał się wyrazić w tym pocałunku wszystkie uczucia do niej. Gdy skończyli, uśmiechnęli się do siebie.
- Też cię kocham Kubuś.- powiedziała i teraz to ona go czule pocałowała. 
- To chyba już możemy wracać.- stwierdził Kot.
W drodze powrotnej śmiali się i rozmawiali. Genialnie czuli się w swoim towarzystwie. Kiedy znaleźli się blisko hotelu Kuba zapytał: 
- Alu, czyli teraz jesteśmy razem?
- No tak. 
- Będziemy im mówić czy nie? 
- Nie będziemy mówić. Będziemy pokazywać. Zrobimy konkurs kto pierwszy się skapnie, ok?
- Dobra. Kogo obstawiasz?- zapytał
- Może Stocha? Albo Stefka?
- A ja Maćka, albo Kubackiego...
- Kubackiego? Coś ty on by się nie zoriętował jak świnia by przed nim przeleciała.
- Kogo mi to przypomina? :D
- Co?
- Nic, nic. Mówię, że cię kocham. - powiedział.
 Weszli do hotelu. Ich ręce rozłączyły się z uścisku. Skierowali się do pokoju, który dziedzili z Martą. Kiedy otworzyli drzwi zobaczyli, że blondynka jeszcze śpi. Przebrali się i odświeżyli, ponieważ trochę się zmęczyli na treningu. Była 10, a Marta ciągle drzemała w najlepsze. Nawet Dawid już wstał. Właśnie teraz był u nich w odwiedzinach. Trochę już nudzili się, bo nie mogli nawet normalnie porozmawiać, żeby nie obudzić dziewczyny.
- Ja chyba jednak ją obudzę, bo śniadanie kończy się za pół godziny. - stwierdził Dawid.
Na to Kuba wyszedł do łazienki ze szklanką. Po chwili wrócił, a w naczyniu była woda. Niewiele się zastanawiając, podszedł do łóżka Mrty i wylał na jej stopy ciecz. Ta szybko się zerwała i nie wiedziała o co chodzi. - Śniadanie się kończy zaraz, więc pomyślałem, że zrobię ci tą przysługę i cię obudzę.- powiedział wspaniałomyślnie Kotek
- Dziękuje, jaki ty kochany, ale nie można było obudzić mnie normalnie?
- spytała lekko zdenerwowana blondynka. I poszła się ubierać. Po 10 minutach, gotowa stanęła przed nimi i zapytała: 
- No ruszycie się na to śniadanie czy nie?
Nic nie mówiąc, ruszyli w kierunku hotelowej restauracji.
                                        **********************
I kolejna odsłona za nami. Myślę, że w pewnym sensie przełomowa. Główna bohaterka znalazła swego księcia z bajki. Aldona, zgadłaś!
I narracja w tym roździale też była inna. Mam nadzieje, że się podobała.
Strasznie się ostatnio opuściłam w odwiedzaniu Waszych blogów, ale na prawdę miałam mało czasu. Postaram się nadrobić zaległości jak najszybciej. I jest nowa ankieta. Pozdrawiam i do następnego.

                               CZYTASZ=KOMENTUJ
 


wtorek, 27 maja 2014

13. Jak ona i on...


                                      ,, Jeszcze kiedyś będziemy jak ona i on, 
                                  uda nam się naprawić każdy błąd, każdy błąd.
                        Jeszcze kiedyś znajdziemy to, czego wciąż nam brak.
                              Może uwierzę w cuda tego dnia, tego dnia."

 Może kiedyś będziemy jak ona i on. Jak Marta i Dawid, Kamil i Ewa, Piotrek i Justyna, Stefan i Marcelina oraz wiele innych, szczęśliwych par. Czemu i my nie możemy być tacy szczęśliwi? Dlaczego radość zawsze musi omijać nas szerokim łukiem? Przecież nie jesteśmy w niczym gorsi od innych. Nie zrobiliśmy nic złego. Chyba... Bo może właśnie ciągle popełniamy wiele złego przez to, że się nie zauważamy, unikamy i nie umiemy ze sobą być, rozmawiać i czuć się... Lecz czy to nasza wina, że jeszcze się nie spotkaliśmy, a może i spotkaliśmy, ale nie wiemy, że jesteśmy sobie pisani? Bo nie ma żadnych nas. Jestem ja i Ty. Jeśli wogóle gdzieś jesteś. Jesteś, prawda? Musisz być. W końcu się znajdziemy. Nie wiem czy jutro, za tydzień, czy za 10 lat, ale kiedyś będziemy razem. Obiecuję...
 Właśnie tak sobie rozmyślałam w samolocie, do Turcji. Niedawno doszła do mnie taka szara rzeczywistość, że jestem sama. W takim sensie, że nie mam
chłopaka, nawet kandydata nie mam! Wokół mnie sami sportowcy! I to
większość już zajętych. A jak nie zajęci, to nieodpowiedni!
Siedziałam przy oknie. Obok mnie była Marta, która spała w ramionach Kubackiego. Dużo osób urządzło sobie drzemkę, ale przynajmniej w miarę cicho było. 
Mówię w miarę, bo przy Pieterze siedzącym koło Kotów nie było możliwości na ciszę zupełną. Obsługa przychodziła już kilka razy ich upomnieć, a my płonęliśmy ze wstydu, przynajmniej ciekawie było.

Kilka godzin później.

Staliśmy przy pięknym hotelu, cztero lub pięciogwiazdkowym. Było nas sporo, więc budziliśmy pewne zainteresowanie, ale w Turcji skoki nie były popularnym sportem ( na całe szczęście) i obyło się bez kibiców.
W recepcji trochę czasu zajęło nam potwierdzenie przyjazdu i inne formalności, oraz ogarnięcie nas wszystkich. Gdy byłam już wolna, poszłam do łazienki obok recepcji. Kiedy już z niej wyszłam zobaczyłam, że nikogo od nas już nie ma. Dzięki wszystkim, że poczekali :) 
Dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, w którym pokoju jestem, więc zapytałam o to recepcjonistki. Po uzyskaniu informacji, wraz z moimi klamotami, udałam się do pokoju 203. Weszłam ( z moją wielką walizką) po schodach ( nie moja wina,
że boję się wind) na trzecie piętro. Zapukałam do drzwi mojego pokoju, ponieważ wiedziałam, że jestem w nim z kimś. Po chwili otworzyła mi moja przyjaciółka.

Weszłam do pomieszczenia, ale tam zobaczyłam jeszcze jedną osobę.
- Czemu on jest z nami w pokoju? - zapytałam blondynki.
- Dawid powiedział, że pomylili się trochę z rezerwacją pokoi no i tak wyszło. - odpowiedziała.
Czy u nas naprwdę nigdy nie może być normalnie?
Zaczęłam się rozpakowywać. Trochę tego było. Gdy już skończyłam tą czynność, poszłam się odświeżyć. Ten dzień mieliśmy już wolny, więc całe szczęście, że dzisiejszy trening zrobiłam w Polsce, bo teraz mogłam wraz z Martą, Roszpunką i Kotami iść na basen. Uwielbiałam pływać 
I to też był trening. Kiedy leżałyśmy na leżakach, opalałyśmy się i oglądałyśmy wygłupy chłopców w wodzie, zauważyłyśmy, że podeszły do nich jakieś trzy dziewczyny, które miały około 20 lat. Ich karnacja była ciemna, więc prawdopodobnie były tutejsze. Dawid spojżał w naszą stronę błagalnym wzrokiem. Cóż mu się dziwić. Panna wyraźnie nim zainteresowana, podrywała go na oczach jego dziewczyny. Ona była już nieźle zdenerwowana, więc podeszła do niej i nagadała jej kilka ,,miłych" słów ( na szczęście przeklinała po polsku, więc tamta jej nie rozumiała), a ja jej pomogłam, no bo w końcu rozumiem, że nasi chłopcy są przystojni, ale to przecież NASI chłopcy. Obcym ich nie damy! Potem śmialiśmy się z całej sytuacji, a mój kuzyn tak pocałował Martę na pocieszenie, że już nikt nie powinien mieć wątpliwości, że on jest już
zajęty.
Po kolacji ( całkiem wczesnej) ja, Marta, Dawid i Kuba wybraliśmy się zwiedzić okolicę. Robiliśmy sobie mnóstwo zdjęć ( tym razem normalnych). Zobaczyliśmy jakiś klub. Mimo, że żadne z nas jakoś bardzo nie kochało tego typu miejsc, to postanowiliśmy się dobrze zabawić. Zamówiliśmy sobie po jakimś drinku i usiedliśmy do stolika. Nie było jakiś wielkich tłumów, więc czuliśmy się całkiem swobodnie. Kubacki poprosił moją przyjaciółkę do tańca, więc Kot nie chciał być gorszy i dosłownie porwał mnie na parkiet. Bawiliśmy się świetnie. To był jeden z fajniejszych dni w ostatnim czasie.

                                                  ,, A kiedyś tak jak ona i on
                                               znajdziemy to czego wciąż nam brak
                                               i cały świat nam padnie u stóp,
                                               scenariusz jak ze snu.
                                               Że kiedyś tak jak ona i on
                                              będziemy wśród idealnych par
                                              to bajka, w którą  wierzę każdego dnia.*"

                                    *********************
I jest następny! Tym razem nie musieliście czekać tak bardzo długo
 i chyba nawet ( przynajmniej z początku) jestem całkiem zadowolona. 
Nie napisałam, z kim dziewczyny są w pokoju, bo chciałabym, abyście zgadli. W tym roździale znajdują się fragmenty piosenek Sylwii Grzeszczak  i Libera pt.,,Ona i on" oraz ,, O niej i o nim".
*-w tekście jest ,,naiwnie wierzę każdego dnia", ale usunęłam ten fragment na potrzeby opowiadania.
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*
PS. Następny roździał może pojawić się dopiero za jakieś 2 tygodnie, ale postaram się, żeby był wcześniej.

czwartek, 22 maja 2014

12. Małe i duże problemy.


                               Wygrywanie to nie wszystko, ale cheć wygrania tak. 

 Wbiegłam do jednej z zakopiańskich kawiarni. Tak, tej co zawsze. Już byłam spóźniona. Czy ja naprawdę zawsze muszę się spóźniać? Miętus siedział już przy stoliku i na mnie czekał.
- No nareszcie. - powiedział.
- Hej, też się cieszę, że cię widzę. - odpowiedziałam.
Zamówiłem moją ulubioną kawę i rozpoczęliśmy naszą rozmowę, która, nie ma co się oszukiwać, przynajmniej na początku za bardzo się nie kleiła. No, a potem zadał pytanie, którego się spodziewałam, ale nie chciałam usłyszeć:
- Ten pocałunek oznacza, że jesteśmy razem, znowu?- spytał.
- Nie wiem, nie, raczej nie. Przepraszam, że zrobiłam ci nadzieję, wiem, że zachowałam się okropnie, ale przynajmniej dla mnie ten pocałunek nic nie znaczył. - opowiedziałam
- Taa rozumiem, znaczy się nie rozumiem. Ja może już pójdę. Pa.
- Hej.
Posiedziałam jeszcze chwilę w tym przytulnym miejscu. Zachowałam się jak małolata, która myśli, że może robić wszystko, co tylko chce, ale ja po prostu czułam, że my nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Krzysiu jest wspaniały. Tylko, że do mnie nie pasują ludzie spokojni. 
Gdy miałam już wychodzić, zobaczyłam Dawida i Martę zbliżających się do kawiarni. 
- Hej!- powiedzieli
- Cześć.- odpowiedziałam.
- Co ty taka, jak nie ty?- zapytała moja przyjaciółka.
Ta to mnie znała! Tylko mnie zobaczyła, a już wiedziała, że nie mam dobrego humoru.
- Nie, wydaje ci się. To po treningu na siłowni.- stwierdziłam. 
Po części była to prawda.
- To pa. -powiedziałam.
- Nie zostaniesz z nami? - spytał blondyn. 
- Nie, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Wy nacieszcie się sobą. Niewiele czasu już wam zostało do kolejnych konkursów. To hej.
- powiedziałam i wyszłam. Oni byli tacy zakochani! Nie zważali na problemy, tylko byli ze sobą, szczęśliwi. Dla nich liczyło się tu i teraz.

Planica 23.03.2014  po zawodach.

Kamil ma kryształową kulę! Żyła chodził uchachany i śpiewał coś pod nosem. Po drugim miejscu w dróżynówce dziś znowu mogliśmy się cieszyć. Po dekoracji i udzielaniu spooruu wywiadów skoczkowie mogli 
usiąść z nami i świętować.
Dziewczyny pięknie przystroiły domek naszej reprezentacji i przywiozły pyszne jedzenie ( skromnie dodam, że ja też im pomagałam). Konkurs oglądałam z Kubą i Martą. Świetnie się bawiliśmy. Ja i Kuba, Kuba 
i Marta - to przykłady, że przyjaźń damsko-męska istnieje. Gdy skakali mniej znani zawodnicy, my robiliśmy sobie zdjęcia z głupimi minami. 
W pewnym momencie kamera nas pokazała! Nasze twarze spłonęły ogromnymi rumieńcami, bo ok. 10 mln Polaków nas oglądało, tak?
Potem byliśmy już bardziej ostrożni. 
Po sukcesie Stocha świętowaliśmy jeszcze długo. Innym skoczkom ten sezon też wyszedł genialnie!
Sezon w biegach też się zakończył. Wystąpiłam jeszcze w kilku zawodach, a w jednych to nawet 8 byłam. Jak na debiuty to całkiem nieźle.

30.03.2014r.

Robiłam pysznie zapowiadającą się pizzę, kiedy do domu wszedł ( czyt. wbiegł z ogromnym hukiem) Dawid.
- Ala! Alka! - wołał
- Tu jestem!
Wszedł do kuchni i zapytał:
- Co robisz?
- Pizzę.
Mój kuzyn zabrał mi kawałek sera. Oberwało mu się ode mnie. Dostał po tych swoich dużych łapach! 
- A tak wogóle to po co przyszedłeś?
- Mam świetną wiadomość! Wszystko już uzgodnione z twoim trenerem. Będziesz mogła trenować z nami, a także odpoczywać i robić swoje treningi indywidualnie. Będzie super! Marcia też jedzie, także nie będziesz sama.
- Dawid!
- Co? 
- O czym ty mówisz?
- No jak to o czym? Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką? 
- No jedziesz z nami na zgrupowanie do Turcji.
- Serio?
- Najbardziej serio na świecie. Słowo harcerza.
- Ty nie byłeś harcerzem.
- Ale byłem zuchem.
- Przez rok.
- Rok to bardzo dużo.
- Dobra, porozmawiajmy jeszcze o tym wyjeździe. Kiedy on będzie?
- Od 26 kwietnia do chyba 11 maja.
No i miałam dylemat. Śmiać się czy płakać? Doradźcie.
A potem Kubacki jeszcze został u mnie i zeżarł połowę mojej pysznej pizzy! Wygoniłam go dopiero, gdy powiedziałam, że muszę się na studia pouczyć, bo jak mi nie da spokoju, to on za mnie będzie egzaminy pisał!
                                     *******************
No i mamy kolejny. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale ci nauczyciele to się pod koniec roku uwzięli. Roździał dedykuję wszystkim czytelnikom. Jeśli przeczytałaś/eś ten roździał, to zostaw po sobie komentarz, proszę. Pozdrawiam i do następnego.
                          CZYTASZ=KOMENTUJ



czwartek, 8 maja 2014

11. Co ja tutaj robię?

 I tak, tak pocałowaliśmy się. Nie był to pocałunek śmiały i długi. To był pocałunek krótki. Płen delikatności i niepewności. A ja w swoim stylu spanikowałam i powiedziałam:
- To ja już może pójdę. 
I jak powiedziałam, tak zrobiłam. Jechałam powoli uliczkami Zakopanego. To miejsce było takie urocze! Jak dla mnie nie ma piękniejszego miejsca na Ziemi. Śniegu w tym roku nie napadało zbyt wiele. Jego resztki poniewierały się koło chodnika. Całkiem sporo zakochanych par cieszyło się sobą. No tak. Piątek, wieczór, co innego mają robić? Było po 22. Po chwili już byłam pod swoim domem. Gdy już zdjęłam, zimową kurtkę (bardzo ciepłą zresztą) i weszłam do domu, mama mi oznajmiła:
- Na górze czeka na ciebie Dawid.
Juhu! Jednego dnia nie może beze mnie wytrzymać? On naprawdę nie ma co robić? Świetna mi niespodzianka. Ja tak chciałam od niego odpocząć, a tu bam! Dawid czeka na ciebie na górze.
Kubacki, znajdź ty sobie dziewczynę, bo następnym razem to ja ci jakąś znajdę, albo ci coś zrobię. Nie śpiesząc się, skierowałam się w stronę swojego pokoju. 
Blondyn siedział na moim łóżku. Oczywiście dobrze, że się kogoś zapytał czy może wziąć do ręki MÓJ album z MOIMI zdjęciami <3 div="">
Chwilę gadaliśmy sobie o wszystkim i o niczym. Aż w końcu zapytał:
- Co robisz jutro? 
- Idę na siłownię, potem pojadę do Jakuszyc potrenować, a później leniuchuję.
- A możesz przyjść do mnie po południu?
Ja byłam spokojna, tylko on na mnie tak działał, uwierzcie.
Już miałam mu odpowiedzieć, żeby się wypchał, ale moja ciekawość, co on kombinuje wygrała.
- Tak, ale po co kochany braciszku? - próbowałam być miła :)
- No zobaczysz. To jutro ok. piętnastej?
- Ok. A teraz pooglądamy jakiś film?
- Nooo.
- To wybierz, a ja pójdę po Kacpra.
No i poszłam po mojego brata i kiedy wróciliśmy okazało się, że Dawid wybrał film pt. ,,Nietykalni" oglądałam go już kilka razy, ale jest taki świetny, że chyba nigdy mi się nie znudzi. Śmialiśmy się jak głupi. Po 30 min. przyszedł do nas mój tata. Był bardzo zdziwiony czemu się tak śmiejemy. Kiedy zobaczył, co oglądamy spytał nas:
- I wy mnie nie zawołaliście? 
I dosiadł się do nas. Mama chyba zaniepokoiła się, gdy tata nie wracał 
i też nas odwiedziła, ale ona nawet nie zapytała czy może się dosiąść 
i usiadła chyba trochę obrażona, że jej nie zawołaliśmy. 
Kiedy film się skończył z bólem brzucha rozeszliśmy się każdy do swoich pokoi. Znaczy się inni poszli, a ja zostałam u siebie.

następnego dnia :D

O umówionej godzinie stawiłam się pod domem Kubackiego. Wcześniej wyciskałam siódme poty w siłowni, a potem pobiegałam na nartach 
w Jakuszycach. Po dłuższej chwili czekania, aż kuzyn mi otworzy drzwi, za nimi pokazała się jego bujna grzywa. Przywitaliśmy się, on nagle wypalił: 
- Alka, to moja dziewczyna. A w drzwiach stanęła..... no Marta!
Wyobrażacie sobie moją minę?- Taki głupkowaty uśmiech. A potem zaniosłam się głośnym śmiechem. Myślałam, że po prostu nie wytrzymiem. Jak się trochę ogarnęłam, to powiedziałam:
- No wiedziałam. Gratulacje. Hahaha.
Potem przyszli pozostali skoczkowie z żonami i poinformowali mnie, że pogramy w podchody! Lubiłam tą grę, ale wiedziałam, że z nimi to będzie dopiero zabawnie i ciekawie!

                                      ******************
Jeśli kiedykolwiek wcześniej byłam niezadowolona z jakiegoś roździału, to ja nie wiem, co powiedzieć o tym. Totalna beznadzieja! Dodaje to tylko dlatego, że nie mogłam wymyślić nic lepszego, a poza tym nareszcie miałam na niego czas. Wena odeszła w zapomnienie. Możliwe, że w najbliższych dniach pojawi się coś nowego i miejmy nadzieje, że będzie lepsze od tego czegoś. 
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*

PS. Dziękuje za ponad 3000 wyświetleń i komentarze. To naprawdę pomaga i mobilizuje.

sobota, 26 kwietnia 2014

Moje ulubione blogi.

Nie wiem czemu, nie mogę dodać kolejnych blogów do listy po prawej, więc zamieszczę tutaj kilka moich ulubionych blogów. Możecie podawać w komentarzach linki do swoich blogów, a ja postaram się je przeczytać, tylko proszę o wyrozumiałość, bo ostatnio nie mam zbyt dużo czsu.



 

http://pierwsze-koty-za-ploty.blogspot.com/

http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/

Reszta jest na liście.

10. Nareszcie w domu.


Co jest najśmieszniejsze w ludziach:
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli. 
— Paulo Coelho
Być jak płynąca rzeka
                                          ****************************
 Pakując walizki ciągle wspominałem piękne igrzyska. Minęły tak szybko! 
Za szybko. Przypominałam sobie pierwsze złoto Kamila, brąz Maćka, moje kochane medale. A! Zapomniałam Wam się pochwalić, że w sprincie drużynowym z Justyną zdobyłam srebrny medal! A wracając do wspomnień. Pamiętam konkurs z drugim złotem Stocha i wszystkie inne medale Polaków. Pod tym względem były to najlepsze igrzyska. Przed oczami stanęła mi scena ze ślubu. Było tak zabawnie!!! Mój były już ,,mąż'' tak jak i reszta polskich skoczków i sztabu wróciła do Polski we wtorek. 
A Dawid i jego pączki! Tak, w końcu udało mu się poczęstować mnie 
i Maćka. Powiem Wam w tajemnicy ( tylko nie mówcie Kubackiemu), że były naprawdę pyszne :D 
Dziś jest czwartek. Wracam do kraju sama, bo reszta występuje jeszcze w sobotę w ostatnim biegu. Chociaż Rosja bardzo mi się podobała, to stęskniłam się trochę za domem. Jak pomyślę sobie o rodzicach czekających z ciepłym rosołkiem, albo o moim młodszym bracie Kacprze, który pewnie ma dla mnie dawkę kolejnych zabawnych historii czy kawałów kuż nie mogę się doczekać. Kacper jest ode mnie młodszy o rok, ale wszyscy myślą,  że jest starszy. Wyobraźcie sobie mnie przy 188 cm chłopaku. Na serio nie wyglądał na 19 lat. Abo to ja wyglądam tak młodo :P 
Dobra, pakowanie skończone więc można iść się pożegnać i jechać na lotnisko. 

Kilka godzin później...

Nareszcie w domu! Zmęczona, ale szczęśliwa stanęłam przy tak bliskim mi budynku. Mój brat szybko wybiegł i rzucił się na mnie. 
-Ej, dusisz. - powiedziałam
-Jak ja się za tobą stęskniłem! Jestem z ciebie bardzo dumny. Pokazałaś tym Norweżkom, na co cię stać. - krzyczał
-Dzięki, a mogę wejść do środka?
-Tak, tak, wchódź.- powiedział i jak na dobrze wychowanego faceta przystało, wziął moją dużą walizkę i zaprowadził ją do domu. 
Przywitałam się z mamą. Była ze mnie bardzo zadowolona. Wyjęłam medale z walizki i się nimi pochwaliłam. Rodzina była nimi zachwycona. Po zjedzeniu pysznego rosołu i odświeżeniu się, poszłam spać.

Następnego dnia...

Czekałam na moją najlepszą przyjaciółkę w jednej z zakopiańskich kawiarni. Strasznie długo się nie widziałyśmy i miałyśmy zamiar spędzić razem wspaniały dzień. Nareszcie przyszła. Zamówiłyśmy pyszne kawy
 z bitą śmietaną i poplotkowałyśmy jak za starych, dobrych czasów.
- Fajnie, że już wróciłaś. Wiesz, że Kaśka zostawiła Michała i teraz jest 
z tym Karolem, wiesz tym blondynem o rok starszym.- zaczęła
- Serio? Byli taką ładną parą. A jak u ciebie? - spytałam
- Dobrze. Od wczoraj mam chłopaka, a takto to wszystko po staremu.
- Ej, no i ja o niczym nie wiem?
- No...
- A mogę wiedzieć kogo?
- Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
- A znam go?
- No i to całkiem dobrze. - uśmiechnęła się
- Jest sportowcem?
- Tak.
- A...
- Nie! Nic więcej nie powiem. Zobaczę czy zasłużysz. 
- Ok, ok.
- A jak z Maćkiem? 
- A jak ma być?
- No, podoba ci się, tak?
- Nie, co ty. To tylko przyjaciel.
- Aaa, zapomniałam, że ty masz Krzysia. Tak słodko kiedyś kibicowaliście    Barcelonie.
- Kurde! Przypomniałaś mi, że miałam do niego zadzwonić.
- To zadzwoń.
- Nie, później zadzwonię.
Potem poszłyśmy na spacer, na lody i do mnie do domu. Około 17 Marta poszła do domu. Zadzwoniłam do Miętusa.
- Hej Krzysiu. Jestem już w Polsce. Chciałeś się spotkać.
- Cześć. Tak. Możesz jutro wpaść do mnie przed 20? Barcelona gra 
z Realem Sociedad.
-Tak! Świetny pomysł. To jutro ok. 19:30 u ciebie?
- Tak do jutra. Pa.
- Pa.
No, umówiłam się z Miętusem. Tylko teraz będzie mnie męczyć pytanie czy to jest randka, czy zwykłe, przyjacielskie spotkanie?
Wieczorem z moim braciszkiem oglądałam świetny film pt. ,,Zagubiony Czas''. Ogromnie polecam. Ja się popłakałam, Kacper miał łzy w oczach.
Potem jeszcze trochę pogadaliśmy i poszliśmy spać.

Sobota, 19:30. 

Krzysiek wpuścił mnie do swojego domu.
- Jesteś sam?- spytałam
- Tak. Rodzice u znajomych, a brat wyszedł do kolegi oglądać mecz. 
 -powiedział.
Zaczęliśmy gadać i oglądać mecz. Z nim mogłam rozmawiać 
o wszystkim. Doskonale się bawiliśmy. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Barcelony, ale kto patrzyłby na mecz! Nasze twarze powoli zaczęły zbliżać się do siebie i...
                                ***************************

Nareszcie jest. Tym razem jest chyba trochę dłuższy niż poprzednie. Piszcie w komentarzach, kogo typujecie na chłopaka Marty i jak myślicie, co wydarzyło się między naszą bohaterką, a Krzysiem. Proszę
o komentarze i dziękuję za te, które już są, pozdrawiam i do następnego!

PS. Podoba się cytat na górze?

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

9. To po prostu u nas rodzinne...



Roździał dedykowany pewnemu Anonimkowi, który komentuje moje wypociny. Dziękuję.
                                     *************
               ,,Przyjaciele są jak ciche anioły, które  podnoszą  nas,
                    gdy  nasze skrzydła zapomniały jak latać."

Dziś niedziela. Dzień odpoczynku. Postanowiłam, że wraz z Dawidem 
i Maćkiem pójdziemy rozejżeć się po okolicy. Kamil, Piotrek i Janek woleli spędzić ten czas z rodziną. Wokół wioski olimpijskiej było pełno straganów, kawiarni i sklepów. Chłopcy chcieli wstąpić do sklepu sportowego. Ja, mając chęć spędzić dzień z dala od sportu, powiedziałam, że porozglądam się za innymi rzeczami. Ustaliliśmy, że za 20 minut spotkamy się koło charakterystycznego, kolorowego sklepu. Ruszyłam przed siebie. Podziwiałam rosyjskie pamiątki i inne ciekawe rzeczy. Weszłam do małego sklepu spożywczego po czekoladę. Gdy upłynęło prawie 15 minut, postanowiłam wracać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jestem. Zaczęłam iść prosto. Poznałam uliczkę, którą niedawno szłam. Tylko teraz nie wiedziałam, w którą stronę się udać. Prawa czy lewa? Zadzwoniłam do blondyna. Mieli zaraz po mnie być. Mogę się założyć, że przecież te fajtłapy, szukając mnie, same się zgubią. Czekałam jakieś 4 minuty i po chwili zobaczyłam biegnącego Kota ( pamiętajcie, nie zwykłego kota, tylko Maćka Kota.) Musiałam przyznać, że zaczynałam się trochę bać. Maciuś rzucił mi się w ramiona, a raczej to ja rzuciłam się w jego.
- Już nigdy nie pójdziesz nigdy sama. Mogłem cię nie szukać, tylko kazać ci radzić sobie samej. Może to by cię czegoś nauczyło.- powiedział Kot.
- Nie fofaj. Przecież wiem, że za bardzo mnie kochasz, żeby zostawić mnie tak na pastwę losu.-stwierdziłam.
- No dobra, masz rację.
- Ej, a gdzie Kubacki?
- O cholera! Zgubiłem go! Ten gałgan znowu gdzieś polazł niepotrzebnie. To nieogarnięcie to chyba u was rodzinne.
- Jak mogłeś go zgubić? A poza tym, nie mów głośno o tym, że go znamy. Nie przyznawajmy się do niego.
- Racja. Może zadzwonie do niego?
- Nie, poczekaj, ja zadzwonie. Mam darmowe :) 
- Dobra, dzwoń.
No to zadzwoniłam do Dawida, a on jak gdyby nigdy nic odbiera z pełną buzią i pyta co chcem.
- Gdzie jesteś? Zgubiłeś się, prawda?- zapytałam
- Eee, gdzie tam się zgubiłem. Po prostu jak Maciek nerwowo biegał i cię szukał, to zauważyłem, że na takim straganie promocja na pączki jest.
- A nie mogłeś kupić ich później?
- Przecież wykupiliby.
- Ej, a właściwie to ty nie masz takiej specjalnej diety? - spytałam. Maciek już się niecierpliwił.
- No mam, ale udajmy, że zapomniałem.
- Dobra, wracaj do nas.
- Ok.
Zakończyła się nasza rozmowa. Dawid może uchodzić za spokojnego faceta i właściwie kiedyś był nawet spokojny, no ale jak on spędza jakieś 250 dni w roku z Piotrkiem, to ja osobiście się nie dziwię, że stał się trochę roztrzepany i śmieszny. Po chwili znowu zaczął dzwonić mi telefon. Znowu mój kuzyn. Już delikatnie wściekła na niego, odebrałam.
- Czego?
- No, bo zapomniałem się spytać, gdzie wy właściwie jesteście?- ja próbowałam być spokojna, uwierzcie mi.
- Kurde, jesteśmy koło takiego kolorowego sklepu. Jak zaraz tu cię nie będzie, to twoja mama może cię już więcej nie ujżeć.
- Przepraszam, będę grzeczny. Już idę. 
Tak zakończyliśmy naszą kolejną rozmowę. Po dwóch minutach znowu zaczął dzwonić mi telefon.
- Jak to znowu on, to pogadaj z nim, bo ja już nie mam do niego siły.
  - powiedziałam do Maćka, dając mu mój telefon.
- Nie, to nie Dawid, tylko Krzysiu Miętus. - odpowiedział speszony Kot.
- Ja,oczywiście zarumieniona, wyrwałam mu urządzenie z rąk odebrałam 
połączenie. 
Pewnie się zastanawiałacie, po co Krzysiek do mnie dzwonił. Otóż chciał się ze mną spotkać. Oczywiście, gdy wrócę już do Polski. W tym czasie  mój kochany kuzyn już raczył do nas dołączyć.
- Cześć. Chcecie pączka?- spytał. Miał ich pełno.
Maciuś już go ochrzaniał. Byli przy tym tacy śmieszni. 
- Ej, chłopaki, przestańcie. Wszyscy przechodnie bardzo dziwnie na nas patrzą.- powiedziałam.
- To wracamy już?- spytał Dawid.
- Właściwie, to chciałem jeszcze odwiedzić Kubę.-powiedział Kocur.
- Ok. Choćmy.-odrzekłam.
Maciek zaprowadził nas do swojego brata. Zapoznałam się z nim. Czuję, że on też będzie moim przyjacielem. Jest bardzo podobny do swojego młodszego brata i wyglądem, i charakterem. 
Po długim dniu wróciliśmy do hotelu.
                                 ********************
No i w końcu jest. Znowu musieliście długo czekać i znowu jest dość krótki. Przepraszam. Zapraszam do komentowania i do następnego :*