czwartek, 22 maja 2014

12. Małe i duże problemy.


                               Wygrywanie to nie wszystko, ale cheć wygrania tak. 

 Wbiegłam do jednej z zakopiańskich kawiarni. Tak, tej co zawsze. Już byłam spóźniona. Czy ja naprawdę zawsze muszę się spóźniać? Miętus siedział już przy stoliku i na mnie czekał.
- No nareszcie. - powiedział.
- Hej, też się cieszę, że cię widzę. - odpowiedziałam.
Zamówiłem moją ulubioną kawę i rozpoczęliśmy naszą rozmowę, która, nie ma co się oszukiwać, przynajmniej na początku za bardzo się nie kleiła. No, a potem zadał pytanie, którego się spodziewałam, ale nie chciałam usłyszeć:
- Ten pocałunek oznacza, że jesteśmy razem, znowu?- spytał.
- Nie wiem, nie, raczej nie. Przepraszam, że zrobiłam ci nadzieję, wiem, że zachowałam się okropnie, ale przynajmniej dla mnie ten pocałunek nic nie znaczył. - opowiedziałam
- Taa rozumiem, znaczy się nie rozumiem. Ja może już pójdę. Pa.
- Hej.
Posiedziałam jeszcze chwilę w tym przytulnym miejscu. Zachowałam się jak małolata, która myśli, że może robić wszystko, co tylko chce, ale ja po prostu czułam, że my nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Krzysiu jest wspaniały. Tylko, że do mnie nie pasują ludzie spokojni. 
Gdy miałam już wychodzić, zobaczyłam Dawida i Martę zbliżających się do kawiarni. 
- Hej!- powiedzieli
- Cześć.- odpowiedziałam.
- Co ty taka, jak nie ty?- zapytała moja przyjaciółka.
Ta to mnie znała! Tylko mnie zobaczyła, a już wiedziała, że nie mam dobrego humoru.
- Nie, wydaje ci się. To po treningu na siłowni.- stwierdziłam. 
Po części była to prawda.
- To pa. -powiedziałam.
- Nie zostaniesz z nami? - spytał blondyn. 
- Nie, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Wy nacieszcie się sobą. Niewiele czasu już wam zostało do kolejnych konkursów. To hej.
- powiedziałam i wyszłam. Oni byli tacy zakochani! Nie zważali na problemy, tylko byli ze sobą, szczęśliwi. Dla nich liczyło się tu i teraz.

Planica 23.03.2014  po zawodach.

Kamil ma kryształową kulę! Żyła chodził uchachany i śpiewał coś pod nosem. Po drugim miejscu w dróżynówce dziś znowu mogliśmy się cieszyć. Po dekoracji i udzielaniu spooruu wywiadów skoczkowie mogli 
usiąść z nami i świętować.
Dziewczyny pięknie przystroiły domek naszej reprezentacji i przywiozły pyszne jedzenie ( skromnie dodam, że ja też im pomagałam). Konkurs oglądałam z Kubą i Martą. Świetnie się bawiliśmy. Ja i Kuba, Kuba 
i Marta - to przykłady, że przyjaźń damsko-męska istnieje. Gdy skakali mniej znani zawodnicy, my robiliśmy sobie zdjęcia z głupimi minami. 
W pewnym momencie kamera nas pokazała! Nasze twarze spłonęły ogromnymi rumieńcami, bo ok. 10 mln Polaków nas oglądało, tak?
Potem byliśmy już bardziej ostrożni. 
Po sukcesie Stocha świętowaliśmy jeszcze długo. Innym skoczkom ten sezon też wyszedł genialnie!
Sezon w biegach też się zakończył. Wystąpiłam jeszcze w kilku zawodach, a w jednych to nawet 8 byłam. Jak na debiuty to całkiem nieźle.

30.03.2014r.

Robiłam pysznie zapowiadającą się pizzę, kiedy do domu wszedł ( czyt. wbiegł z ogromnym hukiem) Dawid.
- Ala! Alka! - wołał
- Tu jestem!
Wszedł do kuchni i zapytał:
- Co robisz?
- Pizzę.
Mój kuzyn zabrał mi kawałek sera. Oberwało mu się ode mnie. Dostał po tych swoich dużych łapach! 
- A tak wogóle to po co przyszedłeś?
- Mam świetną wiadomość! Wszystko już uzgodnione z twoim trenerem. Będziesz mogła trenować z nami, a także odpoczywać i robić swoje treningi indywidualnie. Będzie super! Marcia też jedzie, także nie będziesz sama.
- Dawid!
- Co? 
- O czym ty mówisz?
- No jak to o czym? Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką? 
- No jedziesz z nami na zgrupowanie do Turcji.
- Serio?
- Najbardziej serio na świecie. Słowo harcerza.
- Ty nie byłeś harcerzem.
- Ale byłem zuchem.
- Przez rok.
- Rok to bardzo dużo.
- Dobra, porozmawiajmy jeszcze o tym wyjeździe. Kiedy on będzie?
- Od 26 kwietnia do chyba 11 maja.
No i miałam dylemat. Śmiać się czy płakać? Doradźcie.
A potem Kubacki jeszcze został u mnie i zeżarł połowę mojej pysznej pizzy! Wygoniłam go dopiero, gdy powiedziałam, że muszę się na studia pouczyć, bo jak mi nie da spokoju, to on za mnie będzie egzaminy pisał!
                                     *******************
No i mamy kolejny. Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale ci nauczyciele to się pod koniec roku uwzięli. Roździał dedykuję wszystkim czytelnikom. Jeśli przeczytałaś/eś ten roździał, to zostaw po sobie komentarz, proszę. Pozdrawiam i do następnego.
                          CZYTASZ=KOMENTUJ



czwartek, 8 maja 2014

11. Co ja tutaj robię?

 I tak, tak pocałowaliśmy się. Nie był to pocałunek śmiały i długi. To był pocałunek krótki. Płen delikatności i niepewności. A ja w swoim stylu spanikowałam i powiedziałam:
- To ja już może pójdę. 
I jak powiedziałam, tak zrobiłam. Jechałam powoli uliczkami Zakopanego. To miejsce było takie urocze! Jak dla mnie nie ma piękniejszego miejsca na Ziemi. Śniegu w tym roku nie napadało zbyt wiele. Jego resztki poniewierały się koło chodnika. Całkiem sporo zakochanych par cieszyło się sobą. No tak. Piątek, wieczór, co innego mają robić? Było po 22. Po chwili już byłam pod swoim domem. Gdy już zdjęłam, zimową kurtkę (bardzo ciepłą zresztą) i weszłam do domu, mama mi oznajmiła:
- Na górze czeka na ciebie Dawid.
Juhu! Jednego dnia nie może beze mnie wytrzymać? On naprawdę nie ma co robić? Świetna mi niespodzianka. Ja tak chciałam od niego odpocząć, a tu bam! Dawid czeka na ciebie na górze.
Kubacki, znajdź ty sobie dziewczynę, bo następnym razem to ja ci jakąś znajdę, albo ci coś zrobię. Nie śpiesząc się, skierowałam się w stronę swojego pokoju. 
Blondyn siedział na moim łóżku. Oczywiście dobrze, że się kogoś zapytał czy może wziąć do ręki MÓJ album z MOIMI zdjęciami <3 div="">
Chwilę gadaliśmy sobie o wszystkim i o niczym. Aż w końcu zapytał:
- Co robisz jutro? 
- Idę na siłownię, potem pojadę do Jakuszyc potrenować, a później leniuchuję.
- A możesz przyjść do mnie po południu?
Ja byłam spokojna, tylko on na mnie tak działał, uwierzcie.
Już miałam mu odpowiedzieć, żeby się wypchał, ale moja ciekawość, co on kombinuje wygrała.
- Tak, ale po co kochany braciszku? - próbowałam być miła :)
- No zobaczysz. To jutro ok. piętnastej?
- Ok. A teraz pooglądamy jakiś film?
- Nooo.
- To wybierz, a ja pójdę po Kacpra.
No i poszłam po mojego brata i kiedy wróciliśmy okazało się, że Dawid wybrał film pt. ,,Nietykalni" oglądałam go już kilka razy, ale jest taki świetny, że chyba nigdy mi się nie znudzi. Śmialiśmy się jak głupi. Po 30 min. przyszedł do nas mój tata. Był bardzo zdziwiony czemu się tak śmiejemy. Kiedy zobaczył, co oglądamy spytał nas:
- I wy mnie nie zawołaliście? 
I dosiadł się do nas. Mama chyba zaniepokoiła się, gdy tata nie wracał 
i też nas odwiedziła, ale ona nawet nie zapytała czy może się dosiąść 
i usiadła chyba trochę obrażona, że jej nie zawołaliśmy. 
Kiedy film się skończył z bólem brzucha rozeszliśmy się każdy do swoich pokoi. Znaczy się inni poszli, a ja zostałam u siebie.

następnego dnia :D

O umówionej godzinie stawiłam się pod domem Kubackiego. Wcześniej wyciskałam siódme poty w siłowni, a potem pobiegałam na nartach 
w Jakuszycach. Po dłuższej chwili czekania, aż kuzyn mi otworzy drzwi, za nimi pokazała się jego bujna grzywa. Przywitaliśmy się, on nagle wypalił: 
- Alka, to moja dziewczyna. A w drzwiach stanęła..... no Marta!
Wyobrażacie sobie moją minę?- Taki głupkowaty uśmiech. A potem zaniosłam się głośnym śmiechem. Myślałam, że po prostu nie wytrzymiem. Jak się trochę ogarnęłam, to powiedziałam:
- No wiedziałam. Gratulacje. Hahaha.
Potem przyszli pozostali skoczkowie z żonami i poinformowali mnie, że pogramy w podchody! Lubiłam tą grę, ale wiedziałam, że z nimi to będzie dopiero zabawnie i ciekawie!

                                      ******************
Jeśli kiedykolwiek wcześniej byłam niezadowolona z jakiegoś roździału, to ja nie wiem, co powiedzieć o tym. Totalna beznadzieja! Dodaje to tylko dlatego, że nie mogłam wymyślić nic lepszego, a poza tym nareszcie miałam na niego czas. Wena odeszła w zapomnienie. Możliwe, że w najbliższych dniach pojawi się coś nowego i miejmy nadzieje, że będzie lepsze od tego czegoś. 
Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*

PS. Dziękuje za ponad 3000 wyświetleń i komentarze. To naprawdę pomaga i mobilizuje.

sobota, 26 kwietnia 2014

Moje ulubione blogi.

Nie wiem czemu, nie mogę dodać kolejnych blogów do listy po prawej, więc zamieszczę tutaj kilka moich ulubionych blogów. Możecie podawać w komentarzach linki do swoich blogów, a ja postaram się je przeczytać, tylko proszę o wyrozumiałość, bo ostatnio nie mam zbyt dużo czsu.



 

http://pierwsze-koty-za-ploty.blogspot.com/

http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/

Reszta jest na liście.

10. Nareszcie w domu.


Co jest najśmieszniejsze w ludziach:
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli. 
— Paulo Coelho
Być jak płynąca rzeka
                                          ****************************
 Pakując walizki ciągle wspominałem piękne igrzyska. Minęły tak szybko! 
Za szybko. Przypominałam sobie pierwsze złoto Kamila, brąz Maćka, moje kochane medale. A! Zapomniałam Wam się pochwalić, że w sprincie drużynowym z Justyną zdobyłam srebrny medal! A wracając do wspomnień. Pamiętam konkurs z drugim złotem Stocha i wszystkie inne medale Polaków. Pod tym względem były to najlepsze igrzyska. Przed oczami stanęła mi scena ze ślubu. Było tak zabawnie!!! Mój były już ,,mąż'' tak jak i reszta polskich skoczków i sztabu wróciła do Polski we wtorek. 
A Dawid i jego pączki! Tak, w końcu udało mu się poczęstować mnie 
i Maćka. Powiem Wam w tajemnicy ( tylko nie mówcie Kubackiemu), że były naprawdę pyszne :D 
Dziś jest czwartek. Wracam do kraju sama, bo reszta występuje jeszcze w sobotę w ostatnim biegu. Chociaż Rosja bardzo mi się podobała, to stęskniłam się trochę za domem. Jak pomyślę sobie o rodzicach czekających z ciepłym rosołkiem, albo o moim młodszym bracie Kacprze, który pewnie ma dla mnie dawkę kolejnych zabawnych historii czy kawałów kuż nie mogę się doczekać. Kacper jest ode mnie młodszy o rok, ale wszyscy myślą,  że jest starszy. Wyobraźcie sobie mnie przy 188 cm chłopaku. Na serio nie wyglądał na 19 lat. Abo to ja wyglądam tak młodo :P 
Dobra, pakowanie skończone więc można iść się pożegnać i jechać na lotnisko. 

Kilka godzin później...

Nareszcie w domu! Zmęczona, ale szczęśliwa stanęłam przy tak bliskim mi budynku. Mój brat szybko wybiegł i rzucił się na mnie. 
-Ej, dusisz. - powiedziałam
-Jak ja się za tobą stęskniłem! Jestem z ciebie bardzo dumny. Pokazałaś tym Norweżkom, na co cię stać. - krzyczał
-Dzięki, a mogę wejść do środka?
-Tak, tak, wchódź.- powiedział i jak na dobrze wychowanego faceta przystało, wziął moją dużą walizkę i zaprowadził ją do domu. 
Przywitałam się z mamą. Była ze mnie bardzo zadowolona. Wyjęłam medale z walizki i się nimi pochwaliłam. Rodzina była nimi zachwycona. Po zjedzeniu pysznego rosołu i odświeżeniu się, poszłam spać.

Następnego dnia...

Czekałam na moją najlepszą przyjaciółkę w jednej z zakopiańskich kawiarni. Strasznie długo się nie widziałyśmy i miałyśmy zamiar spędzić razem wspaniały dzień. Nareszcie przyszła. Zamówiłyśmy pyszne kawy
 z bitą śmietaną i poplotkowałyśmy jak za starych, dobrych czasów.
- Fajnie, że już wróciłaś. Wiesz, że Kaśka zostawiła Michała i teraz jest 
z tym Karolem, wiesz tym blondynem o rok starszym.- zaczęła
- Serio? Byli taką ładną parą. A jak u ciebie? - spytałam
- Dobrze. Od wczoraj mam chłopaka, a takto to wszystko po staremu.
- Ej, no i ja o niczym nie wiem?
- No...
- A mogę wiedzieć kogo?
- Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
- A znam go?
- No i to całkiem dobrze. - uśmiechnęła się
- Jest sportowcem?
- Tak.
- A...
- Nie! Nic więcej nie powiem. Zobaczę czy zasłużysz. 
- Ok, ok.
- A jak z Maćkiem? 
- A jak ma być?
- No, podoba ci się, tak?
- Nie, co ty. To tylko przyjaciel.
- Aaa, zapomniałam, że ty masz Krzysia. Tak słodko kiedyś kibicowaliście    Barcelonie.
- Kurde! Przypomniałaś mi, że miałam do niego zadzwonić.
- To zadzwoń.
- Nie, później zadzwonię.
Potem poszłyśmy na spacer, na lody i do mnie do domu. Około 17 Marta poszła do domu. Zadzwoniłam do Miętusa.
- Hej Krzysiu. Jestem już w Polsce. Chciałeś się spotkać.
- Cześć. Tak. Możesz jutro wpaść do mnie przed 20? Barcelona gra 
z Realem Sociedad.
-Tak! Świetny pomysł. To jutro ok. 19:30 u ciebie?
- Tak do jutra. Pa.
- Pa.
No, umówiłam się z Miętusem. Tylko teraz będzie mnie męczyć pytanie czy to jest randka, czy zwykłe, przyjacielskie spotkanie?
Wieczorem z moim braciszkiem oglądałam świetny film pt. ,,Zagubiony Czas''. Ogromnie polecam. Ja się popłakałam, Kacper miał łzy w oczach.
Potem jeszcze trochę pogadaliśmy i poszliśmy spać.

Sobota, 19:30. 

Krzysiek wpuścił mnie do swojego domu.
- Jesteś sam?- spytałam
- Tak. Rodzice u znajomych, a brat wyszedł do kolegi oglądać mecz. 
 -powiedział.
Zaczęliśmy gadać i oglądać mecz. Z nim mogłam rozmawiać 
o wszystkim. Doskonale się bawiliśmy. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Barcelony, ale kto patrzyłby na mecz! Nasze twarze powoli zaczęły zbliżać się do siebie i...
                                ***************************

Nareszcie jest. Tym razem jest chyba trochę dłuższy niż poprzednie. Piszcie w komentarzach, kogo typujecie na chłopaka Marty i jak myślicie, co wydarzyło się między naszą bohaterką, a Krzysiem. Proszę
o komentarze i dziękuję za te, które już są, pozdrawiam i do następnego!

PS. Podoba się cytat na górze?

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

9. To po prostu u nas rodzinne...



Roździał dedykowany pewnemu Anonimkowi, który komentuje moje wypociny. Dziękuję.
                                     *************
               ,,Przyjaciele są jak ciche anioły, które  podnoszą  nas,
                    gdy  nasze skrzydła zapomniały jak latać."

Dziś niedziela. Dzień odpoczynku. Postanowiłam, że wraz z Dawidem 
i Maćkiem pójdziemy rozejżeć się po okolicy. Kamil, Piotrek i Janek woleli spędzić ten czas z rodziną. Wokół wioski olimpijskiej było pełno straganów, kawiarni i sklepów. Chłopcy chcieli wstąpić do sklepu sportowego. Ja, mając chęć spędzić dzień z dala od sportu, powiedziałam, że porozglądam się za innymi rzeczami. Ustaliliśmy, że za 20 minut spotkamy się koło charakterystycznego, kolorowego sklepu. Ruszyłam przed siebie. Podziwiałam rosyjskie pamiątki i inne ciekawe rzeczy. Weszłam do małego sklepu spożywczego po czekoladę. Gdy upłynęło prawie 15 minut, postanowiłam wracać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jestem. Zaczęłam iść prosto. Poznałam uliczkę, którą niedawno szłam. Tylko teraz nie wiedziałam, w którą stronę się udać. Prawa czy lewa? Zadzwoniłam do blondyna. Mieli zaraz po mnie być. Mogę się założyć, że przecież te fajtłapy, szukając mnie, same się zgubią. Czekałam jakieś 4 minuty i po chwili zobaczyłam biegnącego Kota ( pamiętajcie, nie zwykłego kota, tylko Maćka Kota.) Musiałam przyznać, że zaczynałam się trochę bać. Maciuś rzucił mi się w ramiona, a raczej to ja rzuciłam się w jego.
- Już nigdy nie pójdziesz nigdy sama. Mogłem cię nie szukać, tylko kazać ci radzić sobie samej. Może to by cię czegoś nauczyło.- powiedział Kot.
- Nie fofaj. Przecież wiem, że za bardzo mnie kochasz, żeby zostawić mnie tak na pastwę losu.-stwierdziłam.
- No dobra, masz rację.
- Ej, a gdzie Kubacki?
- O cholera! Zgubiłem go! Ten gałgan znowu gdzieś polazł niepotrzebnie. To nieogarnięcie to chyba u was rodzinne.
- Jak mogłeś go zgubić? A poza tym, nie mów głośno o tym, że go znamy. Nie przyznawajmy się do niego.
- Racja. Może zadzwonie do niego?
- Nie, poczekaj, ja zadzwonie. Mam darmowe :) 
- Dobra, dzwoń.
No to zadzwoniłam do Dawida, a on jak gdyby nigdy nic odbiera z pełną buzią i pyta co chcem.
- Gdzie jesteś? Zgubiłeś się, prawda?- zapytałam
- Eee, gdzie tam się zgubiłem. Po prostu jak Maciek nerwowo biegał i cię szukał, to zauważyłem, że na takim straganie promocja na pączki jest.
- A nie mogłeś kupić ich później?
- Przecież wykupiliby.
- Ej, a właściwie to ty nie masz takiej specjalnej diety? - spytałam. Maciek już się niecierpliwił.
- No mam, ale udajmy, że zapomniałem.
- Dobra, wracaj do nas.
- Ok.
Zakończyła się nasza rozmowa. Dawid może uchodzić za spokojnego faceta i właściwie kiedyś był nawet spokojny, no ale jak on spędza jakieś 250 dni w roku z Piotrkiem, to ja osobiście się nie dziwię, że stał się trochę roztrzepany i śmieszny. Po chwili znowu zaczął dzwonić mi telefon. Znowu mój kuzyn. Już delikatnie wściekła na niego, odebrałam.
- Czego?
- No, bo zapomniałem się spytać, gdzie wy właściwie jesteście?- ja próbowałam być spokojna, uwierzcie mi.
- Kurde, jesteśmy koło takiego kolorowego sklepu. Jak zaraz tu cię nie będzie, to twoja mama może cię już więcej nie ujżeć.
- Przepraszam, będę grzeczny. Już idę. 
Tak zakończyliśmy naszą kolejną rozmowę. Po dwóch minutach znowu zaczął dzwonić mi telefon.
- Jak to znowu on, to pogadaj z nim, bo ja już nie mam do niego siły.
  - powiedziałam do Maćka, dając mu mój telefon.
- Nie, to nie Dawid, tylko Krzysiu Miętus. - odpowiedział speszony Kot.
- Ja,oczywiście zarumieniona, wyrwałam mu urządzenie z rąk odebrałam 
połączenie. 
Pewnie się zastanawiałacie, po co Krzysiek do mnie dzwonił. Otóż chciał się ze mną spotkać. Oczywiście, gdy wrócę już do Polski. W tym czasie  mój kochany kuzyn już raczył do nas dołączyć.
- Cześć. Chcecie pączka?- spytał. Miał ich pełno.
Maciuś już go ochrzaniał. Byli przy tym tacy śmieszni. 
- Ej, chłopaki, przestańcie. Wszyscy przechodnie bardzo dziwnie na nas patrzą.- powiedziałam.
- To wracamy już?- spytał Dawid.
- Właściwie, to chciałem jeszcze odwiedzić Kubę.-powiedział Kocur.
- Ok. Choćmy.-odrzekłam.
Maciek zaprowadził nas do swojego brata. Zapoznałam się z nim. Czuję, że on też będzie moim przyjacielem. Jest bardzo podobny do swojego młodszego brata i wyglądem, i charakterem. 
Po długim dniu wróciliśmy do hotelu.
                                 ********************
No i w końcu jest. Znowu musieliście długo czekać i znowu jest dość krótki. Przepraszam. Zapraszam do komentowania i do następnego :*

czwartek, 20 marca 2014

8. Błogie lenistwo.


    
 Roździał dedykowany Monice Kowalskiej i Lewandowskiej-Janowicz-Winiarskiej, za to, że komentują moje wypociny i Monika jest obserwatorką na moim blogu.
                                                    ****************
                                                                     ,,Ciesz się, że jesteś na świecie i że 
                                                                     razem z nim cud stanowisz"                   

Ogarnęło mnie lenistwo. Błogie, potrzebne już od dłuższego czasu lenistwo. Wstałam około 9 tak, tak dobrze czytacie, około 9. Gdy się ubrałam, ledwie zdążyłam na śniadanie. Dzisiaj była sobota. Dzień wolny. Bez treningu, bo dzisiaj sztafeta, bez zawodów, bo nie występuję. 
Jednak nie poszłam na trybuny. Wolałam zostać w pokoju i pooglądać bieg w telewizji. Jak tak siedziałam i nic nie robiłam, przypomniała mi się wczorajsza impreza. Żyła mnie rozwalił. Przepraszam, ja się tak z kolegi śmieję, a Wy nie wiecie, o co chodzi. 
 wspomnienie z imprezy:
Byliśmy w pokoju Piotrka, Maćka i Dawida. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się, ale Wiewiór zrobił dziwną minę i zapytał: 
- A tak właściwie, to czemu, jak Ala jest dziewczyną Dawida, wzięła ślub z Maćkiem? - wyobrażacie sobie naszą reakcję? Jeśli nie, to już Wam ją opisuję:
Wszyscy dosłownie pokładaliśmy się ze śmiechu, bezradny Żyła stał pośrodku, biedny, nieświadom, czemu się z niego śmiejemy. 
Na szczęście, po jakiś 10 minutach, uspokoiliśmy się i wszystko mu wytłumaczyliśmy. Był ździwiony, nie powiem, ale w końcu sobie wszystko poukładał i całość zrozumiał. W sumie, to w tej naszej historii można się trochę pogłubić. Bo jak takiemu Piotrkowi wytłumaczyć, że dziewczyna Kubackiego, to tak na prawdę jego kuzynka i, że biega na nartach oraz, że miała nie jechać na igrzyska, ale pojechała i jeszcze medal zdobyła, podczas igrzysk męża zyskała, tylko na trochę,
 ale jednak. - Tak, bardzo pogmatwane. 
Ale, wróćmy do rzeczywistości. Sztafeta zaraz miała się zacząć, to zadzwoniłam do Dawida, żeby pooglądał ze mną. Nasza rozmowa wyglądała jakoś tak:
- Hej- zaczęłam
- Cześć- odpowiedział
- Przyjdziesz do mnie pooglądać biegi? 
- Jestem na treningu.
- Proszę...
- Niedługo kończę, za 15 min. Będę. 
- A chłopaki?
- Muszą jeszcze potrenować, bo ja nie występuję w zawodach.
- Szkoda.
- Dobra, pa.
- Do zobaczenia.
I nasza rozmowa o  niczym się skończyła.

Faktycznie, po 15 minutach Mustafa siedział już koło mnie. Spokojnie oglądaliśmy moje koleżanki. Szło im na prawdę dobrze. 
Jednak, po chwili do pokoju wpadli chłopcy. 
Czy oni po treningu nie mogą być choć w połowie tak zmęczeni jak ja?
Wszyscy po kolei rozsiedli się, jak gdyby nigdy nic.
-Tak, tak, wejdźcie do środka i rozgoście się.-powiedziałam z sarkazmem
- Kochanie, nie denerwuj się. My po prostu nie możemy się doczekać konkursu. Już nie pamiętasz, jak tobie odwalało przed biegiem?- zapytał Kotek
- Aj dobra, już bądźcie cicho. Małżeństwo może pokłucić się potem.
 - powiedział Piotruś.

 Po południu, skocznia, Soczi.
Stałam koło chłopaków. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy na skok Stocha. Ruszył, leci, pięknie wylądował! Powinno być złoto, ale musimy jeszcze chwilę poczekać. To chyba było najdłuższe 30 sekund w moim życiu. Jest! Wygrał! Ewa już prawie była koło niego, ale wiedziała, że musi chwilę poczekać. Na trybunach była wielka wrzawa. Polska sobota! Złoto Kamila i Zbyszka! Wieelki dzień.

                                         **********
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten roździał. W kwietniu powinny pojawiać się częściej. Proszę o komentarze i do zobaczenia!

wtorek, 4 marca 2014

7. Niespodziewana niespodzianka.

Roździał dedykowany Megi, za to, że kiedy trafiłam na jej bloga (,,Miłości nie oszukasz") ,, wkręciłam" się w świat opowiadań o skoczkach. Dziś jestem jej wielką fanką i uważam, że Megi to wielka pisarka. 
Pozdrawiam Megi i czekam na nowe roździały na Twoich blogach.
                               ************************
- Jaki piękny poranek! - pomyślałam, gdy spojrzałam na to, co było za oknem. Gorzej było z moim humorem, kiedy doszło do mnie, który dziś jest. - Walentynki! Przereklamowany, przesłodzony i okropny dzień. Nawet w Soczi ma być dość hucznie obchodzony. Cieszę się, że zawodów i treningów nie odwołali przez to. - Sukces! 
Oj tak, dziś wyszły na jaw te moje ,,złe" cechy. Jak już trochę ochłonęłam, przypomniałam sobie, że trzeba by zejść na śniadanie, 
a potem na trening. Dziewczyny musiały już pójść na posiłek, bo ich nigdzie nie było. Aga i Kornelia to ranne ptaszki. Nigdy nie mogłyśmy iść gdzieś rano razem, tak normalnie. Po szybkim ogarnięciu się, zeszłam do stołówki. Zjadłam pierwsze, lepsze śniadanie i poszłam szykować się na trening ( nie obyło się bez życzeń od dziewczyn i trenera).
Po skończonych ćwiczeniach wraz z dziewczynami udałam się do pokoju. Agnieszka i Kola szybko przebrały się i postanowiły, że pójdą na basen. Ja byłam baardzoo zmęczona, więc umyłam się i położyłam, aby odpocząć. Uwielbiałam tak poleniuchować po męczącym treningu. Prawie już spałam, kiedy usłyszałam rozmowy za drzwiami.
- Daj spokój, to głupi pomysł.
- No weź, będzie fajnie.
- Ona się nie zgodzi, mówię ci.
- Chodź, zobaczymy.
W tym momencie drzwi się otworzyły.
- Dlaczego ich nie zamknęłam? - pytałam i karciłam się w myślach
Do środka wszedł mój genialny kuzyn i kto?- Również  genialny Maciej.
( To szczegół, że na sobie miałam tylko stanik i króciótkie spodenki).
Chłopcy zaniemówili, ale nie martwcie się, wszystko z nimi w porządku, bo zaraz zaczęli gadać jak najęci.
- Kochana siostrzyczko, wiem, że bardzo mnie kochasz i wiesz, że ja ciebie również i mam pomysł.- zaczął mój brat
- Serio? Znowu?- spytałam
- Tak, tak, ale posłuchaj mnie wreszcie.- oburzał się blondyn
- Słucham, słucham.- odpowiedziałam
- Więc tak. Jest taka faza, że w wiosce olimpijskiej dają śluby, takie wiesz, na czas trwania igrzysk. I z chłopakami pomyśleliśmy, że zwiążemy ciebie i Maćka.-mówił. Zaniemówiłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, myślałam i zaczęłam mówić:
- Nie no, w sumie to całkiem niezły pomysł.
- No! Widzisz! Wiedziałem, że się zgodzi. Z wyglądu jesteś całkiem, całkiem, ona twojej głupoty jeszcze nie poznała, więc co się dziwić. Każda na jej miejscu by cię brała. - powiedział Dawid do Maćka
- A kiedy jest to wszystko?- spytałam 
- O 16. Na głównym placu.- odpowiedział Kot
Chłopcy zajęli się planowaniem. Dawid miał jechać do sklepu po srebrny pierścionek dla mnie i srebrną obrączę dla Maćka. Całe szczęście, że wzięłam całkiem przyzwoitą sukienkę ze sobą.
   16:00
Stałam tam koło skoczka, a jakiś gościu do nas gadał. Dawid był naszym ,,dróżbą", a Sylwia druchną. Po chwili ja i Kot byliśmy igrzyskowymi mężem i żoną.
Gościu znowu coś do nas gadał. Tłumaczka powiedziała nam, że teraz możemy się pocałować. Myślałam, że wybuchnę ze śmiechu. Jednak postarałam się zachować resztkę człowieczeństwa i po chwili znajdowałam się w silnych ramionach Maćka. Co jak co, ale całował jeszcze lepiej, niż skakał. Nawet dużo lepiej! 
Potem Żyła zarządził małą imprezkę.
                                ***************
Taki jakiś dziwny dzisiaj. Miał być fajny, a jest taki jaki jest. Pomysł na ten roździał był trochę inny. A pomysł na zmianę podsunął mi sam Maciek.
Ala i on mieli pocałować się po 3 miejscu w dróżynówce ( bo myślałam, że będzie ten medal, ale cóż, nie wyszło). Mam nadzieję, że Was choć trochę zaskoczyłam. Przepraszam, że krótki.
Zapraszam do komentowania i do następnego!
A teraz idę na skoki :)

poniedziałek, 3 marca 2014

Małe przeprosiny...

Hej, chciałam Was bardzo przeprosić, że post nie pojawia się tak długo, ale ostatnio mam bardzo mało czasu. Powinien pojawić się on jutro, ale nic nie obiecuję. Serdecznie dziękuję, za ponad 420 wejść. Proszę, o komentarz pod ostatnim roździałem, bo chciałabym zobaczyć, co myślicie o moim pomyśle. Żegnajcie i do następnego!:*