sobota, 26 kwietnia 2014

Moje ulubione blogi.

Nie wiem czemu, nie mogę dodać kolejnych blogów do listy po prawej, więc zamieszczę tutaj kilka moich ulubionych blogów. Możecie podawać w komentarzach linki do swoich blogów, a ja postaram się je przeczytać, tylko proszę o wyrozumiałość, bo ostatnio nie mam zbyt dużo czsu.



 

http://pierwsze-koty-za-ploty.blogspot.com/

http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/

Reszta jest na liście.

10. Nareszcie w domu.


Co jest najśmieszniejsze w ludziach:
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli. 
— Paulo Coelho
Być jak płynąca rzeka
                                          ****************************
 Pakując walizki ciągle wspominałem piękne igrzyska. Minęły tak szybko! 
Za szybko. Przypominałam sobie pierwsze złoto Kamila, brąz Maćka, moje kochane medale. A! Zapomniałam Wam się pochwalić, że w sprincie drużynowym z Justyną zdobyłam srebrny medal! A wracając do wspomnień. Pamiętam konkurs z drugim złotem Stocha i wszystkie inne medale Polaków. Pod tym względem były to najlepsze igrzyska. Przed oczami stanęła mi scena ze ślubu. Było tak zabawnie!!! Mój były już ,,mąż'' tak jak i reszta polskich skoczków i sztabu wróciła do Polski we wtorek. 
A Dawid i jego pączki! Tak, w końcu udało mu się poczęstować mnie 
i Maćka. Powiem Wam w tajemnicy ( tylko nie mówcie Kubackiemu), że były naprawdę pyszne :D 
Dziś jest czwartek. Wracam do kraju sama, bo reszta występuje jeszcze w sobotę w ostatnim biegu. Chociaż Rosja bardzo mi się podobała, to stęskniłam się trochę za domem. Jak pomyślę sobie o rodzicach czekających z ciepłym rosołkiem, albo o moim młodszym bracie Kacprze, który pewnie ma dla mnie dawkę kolejnych zabawnych historii czy kawałów kuż nie mogę się doczekać. Kacper jest ode mnie młodszy o rok, ale wszyscy myślą,  że jest starszy. Wyobraźcie sobie mnie przy 188 cm chłopaku. Na serio nie wyglądał na 19 lat. Abo to ja wyglądam tak młodo :P 
Dobra, pakowanie skończone więc można iść się pożegnać i jechać na lotnisko. 

Kilka godzin później...

Nareszcie w domu! Zmęczona, ale szczęśliwa stanęłam przy tak bliskim mi budynku. Mój brat szybko wybiegł i rzucił się na mnie. 
-Ej, dusisz. - powiedziałam
-Jak ja się za tobą stęskniłem! Jestem z ciebie bardzo dumny. Pokazałaś tym Norweżkom, na co cię stać. - krzyczał
-Dzięki, a mogę wejść do środka?
-Tak, tak, wchódź.- powiedział i jak na dobrze wychowanego faceta przystało, wziął moją dużą walizkę i zaprowadził ją do domu. 
Przywitałam się z mamą. Była ze mnie bardzo zadowolona. Wyjęłam medale z walizki i się nimi pochwaliłam. Rodzina była nimi zachwycona. Po zjedzeniu pysznego rosołu i odświeżeniu się, poszłam spać.

Następnego dnia...

Czekałam na moją najlepszą przyjaciółkę w jednej z zakopiańskich kawiarni. Strasznie długo się nie widziałyśmy i miałyśmy zamiar spędzić razem wspaniały dzień. Nareszcie przyszła. Zamówiłyśmy pyszne kawy
 z bitą śmietaną i poplotkowałyśmy jak za starych, dobrych czasów.
- Fajnie, że już wróciłaś. Wiesz, że Kaśka zostawiła Michała i teraz jest 
z tym Karolem, wiesz tym blondynem o rok starszym.- zaczęła
- Serio? Byli taką ładną parą. A jak u ciebie? - spytałam
- Dobrze. Od wczoraj mam chłopaka, a takto to wszystko po staremu.
- Ej, no i ja o niczym nie wiem?
- No...
- A mogę wiedzieć kogo?
- Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
- A znam go?
- No i to całkiem dobrze. - uśmiechnęła się
- Jest sportowcem?
- Tak.
- A...
- Nie! Nic więcej nie powiem. Zobaczę czy zasłużysz. 
- Ok, ok.
- A jak z Maćkiem? 
- A jak ma być?
- No, podoba ci się, tak?
- Nie, co ty. To tylko przyjaciel.
- Aaa, zapomniałam, że ty masz Krzysia. Tak słodko kiedyś kibicowaliście    Barcelonie.
- Kurde! Przypomniałaś mi, że miałam do niego zadzwonić.
- To zadzwoń.
- Nie, później zadzwonię.
Potem poszłyśmy na spacer, na lody i do mnie do domu. Około 17 Marta poszła do domu. Zadzwoniłam do Miętusa.
- Hej Krzysiu. Jestem już w Polsce. Chciałeś się spotkać.
- Cześć. Tak. Możesz jutro wpaść do mnie przed 20? Barcelona gra 
z Realem Sociedad.
-Tak! Świetny pomysł. To jutro ok. 19:30 u ciebie?
- Tak do jutra. Pa.
- Pa.
No, umówiłam się z Miętusem. Tylko teraz będzie mnie męczyć pytanie czy to jest randka, czy zwykłe, przyjacielskie spotkanie?
Wieczorem z moim braciszkiem oglądałam świetny film pt. ,,Zagubiony Czas''. Ogromnie polecam. Ja się popłakałam, Kacper miał łzy w oczach.
Potem jeszcze trochę pogadaliśmy i poszliśmy spać.

Sobota, 19:30. 

Krzysiek wpuścił mnie do swojego domu.
- Jesteś sam?- spytałam
- Tak. Rodzice u znajomych, a brat wyszedł do kolegi oglądać mecz. 
 -powiedział.
Zaczęliśmy gadać i oglądać mecz. Z nim mogłam rozmawiać 
o wszystkim. Doskonale się bawiliśmy. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Barcelony, ale kto patrzyłby na mecz! Nasze twarze powoli zaczęły zbliżać się do siebie i...
                                ***************************

Nareszcie jest. Tym razem jest chyba trochę dłuższy niż poprzednie. Piszcie w komentarzach, kogo typujecie na chłopaka Marty i jak myślicie, co wydarzyło się między naszą bohaterką, a Krzysiem. Proszę
o komentarze i dziękuję za te, które już są, pozdrawiam i do następnego!

PS. Podoba się cytat na górze?

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

9. To po prostu u nas rodzinne...



Roździał dedykowany pewnemu Anonimkowi, który komentuje moje wypociny. Dziękuję.
                                     *************
               ,,Przyjaciele są jak ciche anioły, które  podnoszą  nas,
                    gdy  nasze skrzydła zapomniały jak latać."

Dziś niedziela. Dzień odpoczynku. Postanowiłam, że wraz z Dawidem 
i Maćkiem pójdziemy rozejżeć się po okolicy. Kamil, Piotrek i Janek woleli spędzić ten czas z rodziną. Wokół wioski olimpijskiej było pełno straganów, kawiarni i sklepów. Chłopcy chcieli wstąpić do sklepu sportowego. Ja, mając chęć spędzić dzień z dala od sportu, powiedziałam, że porozglądam się za innymi rzeczami. Ustaliliśmy, że za 20 minut spotkamy się koło charakterystycznego, kolorowego sklepu. Ruszyłam przed siebie. Podziwiałam rosyjskie pamiątki i inne ciekawe rzeczy. Weszłam do małego sklepu spożywczego po czekoladę. Gdy upłynęło prawie 15 minut, postanowiłam wracać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jestem. Zaczęłam iść prosto. Poznałam uliczkę, którą niedawno szłam. Tylko teraz nie wiedziałam, w którą stronę się udać. Prawa czy lewa? Zadzwoniłam do blondyna. Mieli zaraz po mnie być. Mogę się założyć, że przecież te fajtłapy, szukając mnie, same się zgubią. Czekałam jakieś 4 minuty i po chwili zobaczyłam biegnącego Kota ( pamiętajcie, nie zwykłego kota, tylko Maćka Kota.) Musiałam przyznać, że zaczynałam się trochę bać. Maciuś rzucił mi się w ramiona, a raczej to ja rzuciłam się w jego.
- Już nigdy nie pójdziesz nigdy sama. Mogłem cię nie szukać, tylko kazać ci radzić sobie samej. Może to by cię czegoś nauczyło.- powiedział Kot.
- Nie fofaj. Przecież wiem, że za bardzo mnie kochasz, żeby zostawić mnie tak na pastwę losu.-stwierdziłam.
- No dobra, masz rację.
- Ej, a gdzie Kubacki?
- O cholera! Zgubiłem go! Ten gałgan znowu gdzieś polazł niepotrzebnie. To nieogarnięcie to chyba u was rodzinne.
- Jak mogłeś go zgubić? A poza tym, nie mów głośno o tym, że go znamy. Nie przyznawajmy się do niego.
- Racja. Może zadzwonie do niego?
- Nie, poczekaj, ja zadzwonie. Mam darmowe :) 
- Dobra, dzwoń.
No to zadzwoniłam do Dawida, a on jak gdyby nigdy nic odbiera z pełną buzią i pyta co chcem.
- Gdzie jesteś? Zgubiłeś się, prawda?- zapytałam
- Eee, gdzie tam się zgubiłem. Po prostu jak Maciek nerwowo biegał i cię szukał, to zauważyłem, że na takim straganie promocja na pączki jest.
- A nie mogłeś kupić ich później?
- Przecież wykupiliby.
- Ej, a właściwie to ty nie masz takiej specjalnej diety? - spytałam. Maciek już się niecierpliwił.
- No mam, ale udajmy, że zapomniałem.
- Dobra, wracaj do nas.
- Ok.
Zakończyła się nasza rozmowa. Dawid może uchodzić za spokojnego faceta i właściwie kiedyś był nawet spokojny, no ale jak on spędza jakieś 250 dni w roku z Piotrkiem, to ja osobiście się nie dziwię, że stał się trochę roztrzepany i śmieszny. Po chwili znowu zaczął dzwonić mi telefon. Znowu mój kuzyn. Już delikatnie wściekła na niego, odebrałam.
- Czego?
- No, bo zapomniałem się spytać, gdzie wy właściwie jesteście?- ja próbowałam być spokojna, uwierzcie mi.
- Kurde, jesteśmy koło takiego kolorowego sklepu. Jak zaraz tu cię nie będzie, to twoja mama może cię już więcej nie ujżeć.
- Przepraszam, będę grzeczny. Już idę. 
Tak zakończyliśmy naszą kolejną rozmowę. Po dwóch minutach znowu zaczął dzwonić mi telefon.
- Jak to znowu on, to pogadaj z nim, bo ja już nie mam do niego siły.
  - powiedziałam do Maćka, dając mu mój telefon.
- Nie, to nie Dawid, tylko Krzysiu Miętus. - odpowiedział speszony Kot.
- Ja,oczywiście zarumieniona, wyrwałam mu urządzenie z rąk odebrałam 
połączenie. 
Pewnie się zastanawiałacie, po co Krzysiek do mnie dzwonił. Otóż chciał się ze mną spotkać. Oczywiście, gdy wrócę już do Polski. W tym czasie  mój kochany kuzyn już raczył do nas dołączyć.
- Cześć. Chcecie pączka?- spytał. Miał ich pełno.
Maciuś już go ochrzaniał. Byli przy tym tacy śmieszni. 
- Ej, chłopaki, przestańcie. Wszyscy przechodnie bardzo dziwnie na nas patrzą.- powiedziałam.
- To wracamy już?- spytał Dawid.
- Właściwie, to chciałem jeszcze odwiedzić Kubę.-powiedział Kocur.
- Ok. Choćmy.-odrzekłam.
Maciek zaprowadził nas do swojego brata. Zapoznałam się z nim. Czuję, że on też będzie moim przyjacielem. Jest bardzo podobny do swojego młodszego brata i wyglądem, i charakterem. 
Po długim dniu wróciliśmy do hotelu.
                                 ********************
No i w końcu jest. Znowu musieliście długo czekać i znowu jest dość krótki. Przepraszam. Zapraszam do komentowania i do następnego :*

czwartek, 20 marca 2014

8. Błogie lenistwo.


    
 Roździał dedykowany Monice Kowalskiej i Lewandowskiej-Janowicz-Winiarskiej, za to, że komentują moje wypociny i Monika jest obserwatorką na moim blogu.
                                                    ****************
                                                                     ,,Ciesz się, że jesteś na świecie i że 
                                                                     razem z nim cud stanowisz"                   

Ogarnęło mnie lenistwo. Błogie, potrzebne już od dłuższego czasu lenistwo. Wstałam około 9 tak, tak dobrze czytacie, około 9. Gdy się ubrałam, ledwie zdążyłam na śniadanie. Dzisiaj była sobota. Dzień wolny. Bez treningu, bo dzisiaj sztafeta, bez zawodów, bo nie występuję. 
Jednak nie poszłam na trybuny. Wolałam zostać w pokoju i pooglądać bieg w telewizji. Jak tak siedziałam i nic nie robiłam, przypomniała mi się wczorajsza impreza. Żyła mnie rozwalił. Przepraszam, ja się tak z kolegi śmieję, a Wy nie wiecie, o co chodzi. 
 wspomnienie z imprezy:
Byliśmy w pokoju Piotrka, Maćka i Dawida. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się, ale Wiewiór zrobił dziwną minę i zapytał: 
- A tak właściwie, to czemu, jak Ala jest dziewczyną Dawida, wzięła ślub z Maćkiem? - wyobrażacie sobie naszą reakcję? Jeśli nie, to już Wam ją opisuję:
Wszyscy dosłownie pokładaliśmy się ze śmiechu, bezradny Żyła stał pośrodku, biedny, nieświadom, czemu się z niego śmiejemy. 
Na szczęście, po jakiś 10 minutach, uspokoiliśmy się i wszystko mu wytłumaczyliśmy. Był ździwiony, nie powiem, ale w końcu sobie wszystko poukładał i całość zrozumiał. W sumie, to w tej naszej historii można się trochę pogłubić. Bo jak takiemu Piotrkowi wytłumaczyć, że dziewczyna Kubackiego, to tak na prawdę jego kuzynka i, że biega na nartach oraz, że miała nie jechać na igrzyska, ale pojechała i jeszcze medal zdobyła, podczas igrzysk męża zyskała, tylko na trochę,
 ale jednak. - Tak, bardzo pogmatwane. 
Ale, wróćmy do rzeczywistości. Sztafeta zaraz miała się zacząć, to zadzwoniłam do Dawida, żeby pooglądał ze mną. Nasza rozmowa wyglądała jakoś tak:
- Hej- zaczęłam
- Cześć- odpowiedział
- Przyjdziesz do mnie pooglądać biegi? 
- Jestem na treningu.
- Proszę...
- Niedługo kończę, za 15 min. Będę. 
- A chłopaki?
- Muszą jeszcze potrenować, bo ja nie występuję w zawodach.
- Szkoda.
- Dobra, pa.
- Do zobaczenia.
I nasza rozmowa o  niczym się skończyła.

Faktycznie, po 15 minutach Mustafa siedział już koło mnie. Spokojnie oglądaliśmy moje koleżanki. Szło im na prawdę dobrze. 
Jednak, po chwili do pokoju wpadli chłopcy. 
Czy oni po treningu nie mogą być choć w połowie tak zmęczeni jak ja?
Wszyscy po kolei rozsiedli się, jak gdyby nigdy nic.
-Tak, tak, wejdźcie do środka i rozgoście się.-powiedziałam z sarkazmem
- Kochanie, nie denerwuj się. My po prostu nie możemy się doczekać konkursu. Już nie pamiętasz, jak tobie odwalało przed biegiem?- zapytał Kotek
- Aj dobra, już bądźcie cicho. Małżeństwo może pokłucić się potem.
 - powiedział Piotruś.

 Po południu, skocznia, Soczi.
Stałam koło chłopaków. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy na skok Stocha. Ruszył, leci, pięknie wylądował! Powinno być złoto, ale musimy jeszcze chwilę poczekać. To chyba było najdłuższe 30 sekund w moim życiu. Jest! Wygrał! Ewa już prawie była koło niego, ale wiedziała, że musi chwilę poczekać. Na trybunach była wielka wrzawa. Polska sobota! Złoto Kamila i Zbyszka! Wieelki dzień.

                                         **********
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten roździał. W kwietniu powinny pojawiać się częściej. Proszę o komentarze i do zobaczenia!

wtorek, 4 marca 2014

7. Niespodziewana niespodzianka.

Roździał dedykowany Megi, za to, że kiedy trafiłam na jej bloga (,,Miłości nie oszukasz") ,, wkręciłam" się w świat opowiadań o skoczkach. Dziś jestem jej wielką fanką i uważam, że Megi to wielka pisarka. 
Pozdrawiam Megi i czekam na nowe roździały na Twoich blogach.
                               ************************
- Jaki piękny poranek! - pomyślałam, gdy spojrzałam na to, co było za oknem. Gorzej było z moim humorem, kiedy doszło do mnie, który dziś jest. - Walentynki! Przereklamowany, przesłodzony i okropny dzień. Nawet w Soczi ma być dość hucznie obchodzony. Cieszę się, że zawodów i treningów nie odwołali przez to. - Sukces! 
Oj tak, dziś wyszły na jaw te moje ,,złe" cechy. Jak już trochę ochłonęłam, przypomniałam sobie, że trzeba by zejść na śniadanie, 
a potem na trening. Dziewczyny musiały już pójść na posiłek, bo ich nigdzie nie było. Aga i Kornelia to ranne ptaszki. Nigdy nie mogłyśmy iść gdzieś rano razem, tak normalnie. Po szybkim ogarnięciu się, zeszłam do stołówki. Zjadłam pierwsze, lepsze śniadanie i poszłam szykować się na trening ( nie obyło się bez życzeń od dziewczyn i trenera).
Po skończonych ćwiczeniach wraz z dziewczynami udałam się do pokoju. Agnieszka i Kola szybko przebrały się i postanowiły, że pójdą na basen. Ja byłam baardzoo zmęczona, więc umyłam się i położyłam, aby odpocząć. Uwielbiałam tak poleniuchować po męczącym treningu. Prawie już spałam, kiedy usłyszałam rozmowy za drzwiami.
- Daj spokój, to głupi pomysł.
- No weź, będzie fajnie.
- Ona się nie zgodzi, mówię ci.
- Chodź, zobaczymy.
W tym momencie drzwi się otworzyły.
- Dlaczego ich nie zamknęłam? - pytałam i karciłam się w myślach
Do środka wszedł mój genialny kuzyn i kto?- Również  genialny Maciej.
( To szczegół, że na sobie miałam tylko stanik i króciótkie spodenki).
Chłopcy zaniemówili, ale nie martwcie się, wszystko z nimi w porządku, bo zaraz zaczęli gadać jak najęci.
- Kochana siostrzyczko, wiem, że bardzo mnie kochasz i wiesz, że ja ciebie również i mam pomysł.- zaczął mój brat
- Serio? Znowu?- spytałam
- Tak, tak, ale posłuchaj mnie wreszcie.- oburzał się blondyn
- Słucham, słucham.- odpowiedziałam
- Więc tak. Jest taka faza, że w wiosce olimpijskiej dają śluby, takie wiesz, na czas trwania igrzysk. I z chłopakami pomyśleliśmy, że zwiążemy ciebie i Maćka.-mówił. Zaniemówiłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, myślałam i zaczęłam mówić:
- Nie no, w sumie to całkiem niezły pomysł.
- No! Widzisz! Wiedziałem, że się zgodzi. Z wyglądu jesteś całkiem, całkiem, ona twojej głupoty jeszcze nie poznała, więc co się dziwić. Każda na jej miejscu by cię brała. - powiedział Dawid do Maćka
- A kiedy jest to wszystko?- spytałam 
- O 16. Na głównym placu.- odpowiedział Kot
Chłopcy zajęli się planowaniem. Dawid miał jechać do sklepu po srebrny pierścionek dla mnie i srebrną obrączę dla Maćka. Całe szczęście, że wzięłam całkiem przyzwoitą sukienkę ze sobą.
   16:00
Stałam tam koło skoczka, a jakiś gościu do nas gadał. Dawid był naszym ,,dróżbą", a Sylwia druchną. Po chwili ja i Kot byliśmy igrzyskowymi mężem i żoną.
Gościu znowu coś do nas gadał. Tłumaczka powiedziała nam, że teraz możemy się pocałować. Myślałam, że wybuchnę ze śmiechu. Jednak postarałam się zachować resztkę człowieczeństwa i po chwili znajdowałam się w silnych ramionach Maćka. Co jak co, ale całował jeszcze lepiej, niż skakał. Nawet dużo lepiej! 
Potem Żyła zarządził małą imprezkę.
                                ***************
Taki jakiś dziwny dzisiaj. Miał być fajny, a jest taki jaki jest. Pomysł na ten roździał był trochę inny. A pomysł na zmianę podsunął mi sam Maciek.
Ala i on mieli pocałować się po 3 miejscu w dróżynówce ( bo myślałam, że będzie ten medal, ale cóż, nie wyszło). Mam nadzieję, że Was choć trochę zaskoczyłam. Przepraszam, że krótki.
Zapraszam do komentowania i do następnego!
A teraz idę na skoki :)

poniedziałek, 3 marca 2014

Małe przeprosiny...

Hej, chciałam Was bardzo przeprosić, że post nie pojawia się tak długo, ale ostatnio mam bardzo mało czasu. Powinien pojawić się on jutro, ale nic nie obiecuję. Serdecznie dziękuję, za ponad 420 wejść. Proszę, o komentarz pod ostatnim roździałem, bo chciałabym zobaczyć, co myślicie o moim pomyśle. Żegnajcie i do następnego!:*

czwartek, 20 lutego 2014

6. Ciężka praca jest powodem do dumy!

 Stałam na podium i z niedowierzaniem patrzyłam w tłum przed sobą.
- Czy to się dzieje naprawdę? - pytałam siebie w myślach. Miałam brązowy medal igrzysk olimpijskich w wieku 20 lat. To uczucie, kiedy stoisz na podium, widzisz polskie flagi i słyszysz jak ludzie wołają twoje imię było bezcenne. Jeszcze do niedawna pytałam sama siebie: Czy to ma sens? Codzienne wystawianie o świcie na treningi, przebywanie tak długo poza domem. - Czy właśnie tego chcę? Harowania całymi godzinami na treningach, przebywania  na -20/30 stopniowym mrozie, starania się ze wszystkich sił, kiedy inni się z ciebie śmieją, że przy Norweżkach mogę być tylko ładnym tłem dla nich. 
Teraz, stojąc na podium z medalem na szyi odpowiedziałam sobie na te wszystkie pytania. - Tak, to ma sens. Tak, chcę właśnie tego, ponieważ kocham to robić. Może i po treningu jestem ledwie żywa, ale satysfakcja, jaka płynęła z faktu, że dzięki temu jestem jeszcze lepsza, była bezcenna. 
Zeszłam z wielkiego pudła, musiałam jeszcze trochę popozować z medalem i trochę nim poszpanować :) Ha! Niech mi zazdroszczą. Tyle lat byłam grzeczna i pokorna, że przecież raz można się pochwalić zdobyczą, na którą, no do jasnej cholerci,  przecież sobie zapracowałam. 
Poszłam za kulisy, gdzie wypadało mi udzielić kilku wywiadów. Nie przeszkadzało mi to. Tego dnia byłam szczęśliwa i po części spełniona. 
- Alu, podaj główny powód, czemu ten medal tak ci się podoba. - poprosił redaktor.
- Myślę, że to fakt, że pasuje mi do butów. - zaśmiałam się 
Potem mogłam wrócić do hotelu. Spojżałam na telefon. Sporo było 
sms-ów z gratulacjami. Od rodziny, przyjaciół, kolegów, znajomych, byłych trenerów i wielu bardzo innych osób. Nawet była wiadomość od trenera! Pfff, co tam, żadnych gratulacji, tylko informacja, że w nagrodę mogę nie iść na poranny trening-juhu!!! 
Po tak długim i obfitującym w wydarzenia dniu, zasłużenie poszłam pod prysznic, a potem już tylko spać.

Gdy wstałam, spojżałam na zegarek. Była 6:30. Poszłam się szybko ubrać itd. Gdy siadłam z powrotem, na moje ( już pościelone) łóżko, stwierdziłam, że nie mam co robić. Więc co zrobiłam? - Mądra ja, poszłam na poranny trening. Tak, tak nie przewidzieliście się. Poszłam właśnie na ten trening, który wczoraj, łaskawie, darował mi trener. 
Mężczyzna ździwił się, że pszyszłam no i muszę się Wam pochwalić.
- Widziałam, że był ze mnie dumny :D Przebrałam się w kombinezon
 i zaczęłam standardowy trening: rozgrzewka, łyżwa, klasyk. 
Po nim trener musiał jak zwykle omówić jeszcze sprawy organizacyjne. 
Okazało się, że w sobotniej sztafecie pobiegną wszystkie, oprócz mnie. Fajnie! Pierwszy raz będę mogła oglądać moje koleżanki w akcji, z trybun. I za to, że byłyśmy grzeczne, trener powiedział, że odpuści nam ten popołudniowy trening. Czas wolny tylko dla nas!  


Stałam na starcie biegu na 10km klasykiem. Nie czułam, że dziś jest mój dobry dzień. Wystartowałam. Był to bieg indywidualny, więc biegłam całą trasę sama. Na metę wbiegłam z całkiem niezłym czasem, bo obięłam prowadzenie. Jak potem się okazało, zawody ukończyłam na 13 miejscu. Całkiem nieźle, ale już nie byłam zainteresowana moim wynikiem, tylko wynikiem Justyny, która była pierwsza! Ze złamaną nogą, wygrać z taką przewagą. Ona jest niesamowita. W namiocie razem płakałyśmy ze szczęścia. Oby więcej takich łez w Soczi! 

                                 ****************
Przepraszam, że taki krótki, ale skończyły mi się ferie, no i trochę nie mam czasu. W następnym roździale dojdzie do pocałunku, ale na razie nie będzie nowego związku. Może pobawicie się w zgadywanki i pozgadujecie, jakie osoby będą przyczyną całego zamieszania? Piszcie swoje typy w komentarzach. A propo nich. Naprawdę bardzo proszę o komentarze, bo to byłoby dla mnie coś świetnego. Zapraszam też do głosowania w ankiecie i do następnego!

piątek, 14 lutego 2014

5.,, Dziewczyny lubią brąz."


  Długo cieszyliśmy się z sukcesów chłopców, oj długo, długo. Chyba lepiej nie przyznawać się, o której poszliśmy spać. Gratulacje napływały do nich ze wszystkich stron. Drużynie uśmiechy nie znikały z twarzy. 
- Hehehe, ale Maciek i Kamil nam niespodziankę sprawili, pewno się zmówili. - gadał Żyła
      Dzień późnej, Alicja

  Byliśmy na dekoracji medalowej. Staliśmy niedaleko wielkiej sceny ubrani w biało-czerwone barwy. Gdy chłopcy weszli i stanęli za podium rozległy się brawa i wiwaty. Medale miała wręczać pani Irena Szewińska wraz z gościem z FIS-u.
- Brązowy medal otrzymuje reprezentant Polski, Maciej Kot! - krzyknął spiker. Maciek wskoczył na podium i szeroko się uśmiechał, a my głośno krzyczęliśmy jego imię. Pani Irena założyła mu na szyję śliczny brązowy medal, a gość z FIS-u wręczył mu mały bukiecik.
- Srebrny medal otrzymuje reprezentant Słowenii, Peter Prewc! - ogłosił spiker. Biliśmy mu brawa, żeby nie powiedzieli, że my chamy czy coś. 
Teraz Polacy zebrani na placu zaczęli szaleć. Wszyscy krzyczęliśmy imię Stocha.
- Złoty medal otrzymuje reprezentant Polski, Kamil Stoch!!!- wydarł się spiker. Rozległy się brawa, ale musieliśmy się trochę ogarnąć, bowiem zaraz miał być nasz hymn. Wszyscy pozdejmowali czapki i Polska zaczęła śpiewać swoją pieśń. Kamil i Maciek dumnie stali i śpiewali.
Potem miały być jeszcze zdjęcia i po chwili chłopcy zeszli ze sceny. Poszliśmy do nich. Kamil i Maciek jeszcze udzielili paru wywiadów i mogliśmy udać się do hotelu. Gdy już tam byliśmy, zaczęłam oglądać medale chłopców. Maciek założył mi swój medal na szyję. 
- Więc teraz ty też zdobędziesz taki medal. - stwierdził
- Oby. - powiedziałam
- Masz, to dla ciebie. Mama raz obejdzie się bez bukietu. - powiedział i podarował mi swój bukiecik.
- Dziękuje, to ja ci dam mój jak go zdobędę. - powiedziałam.
Musiałam iść już spać, ponieważ jutro czekał mnie sprint.


 Stałam na starcie, aby przystąpić do kwalifikacji sprintu. Ruszyłam postarałam się biec dość szybko, aby wrazie czego zachować siły na dalsze biegi. Trasa była dość trudna, a śnieg po prostu beznadziejny. Było bardzo ciepło. Raz prawie zaliczyłam glebę. Dotarłam do mety z niezłym czasem, który pozwolił mi wystąpić w ćwierćfinale.

Znowu stałam na starcie, tym razem biegu ćwierćfinałowego. Gdy wystartowałam, od razu stwierdziłam, że pobiegnę mocno od początku. Prowadziłam przez prawie cały bieg i bez problemu go wygrałam. Dostałam się do półfinału.

Przygotowywałam się do biegu półfinałowego. Wystartowałam i przyjęłam taką taktykę, jak w biegu ćwierćfinalowym. Bieg był zacięty. Trochę się zmęczyłam, ale na szczęście dobiegłam do mety, jako druga. Dostałam się do finału. 

Teraz stałam na starcie chyba jednego z najważniejszych biegów w moim życiu. Ruszyłam. Od samego początku bardzo mocno. Tempo było bardzo szybkie. Walka była zażarta. Dobiegłam do mety trzecia. Miałam brązowy medal olimpijski! Byłam taka zmęczona. Położyłam się na śnieg.Potem przyjmowałam gratulacje od wszystkich. Trzeba było iść na dekorację kwiatową. Skakałam z radości. Z trybun przebiegli do mnie skoczkowie. Dawid krzyczał, że jest ze mnie bardzo dumny. Inni gratulowali mi z całego serca. Maciek rzucił się na mnie i zaczął przytulać chyba z całej siły. Miałam wątpliwości, czy moje żebra są całe. Gdy zeszłam z podium, zgodnie z obietnicą, dałam mój bukiet Maćkowi, a on tylko pocałował mnie w policzek.
  To najpiękniejszy dzień w moim życiu!
                                        *************
  Jestem taka uratowana za zwycięstwa Justyny! Pełen podziw i wielkie gratulacje. Dziś trochę krótki, ale to nic, no nie? Komentujcie i może koś życzy sobie dedykację do kolejnego roździału? No i wszystkiego najlepszego z okazji walentynek :*

środa, 12 lutego 2014

4. Olimpijskie emocje.

  Stałam na starcie biegu łączonego na 15 km. Miałam bardzo odległy numer startowy. Jeden z ostatnich. Trudno będzie przedrzeć się na początek, ale spróbuję. Ruszyłyśmy. Najpierw klasyk. Styl, który lubiłam bardziej. Po zewnętrznych torach biegłam z całych sił. Mijałam kolejne zawodniczki. W końcu dotarłam do trzeciego rzędu. Postanowiłam chwilę biec spokojniej. Raz-dwa raz-dwa prawa-lewa prawa-lewa. Byłam taka skupiona i jednocześnie podekscytowana. Jestem silna. Czułam, że jestem w najwyższej formie w życiu. Postanowiłam jeszcze trochę przeskoczyć. Byłam w pierwszym rzędzie. Postanowiłam wysunąć się na prowadzenie. Biegłam nadal spokojnie. Stawka zaczynała się trochę rozrzedzać. Można było zauwarzyć czołową grupę ok. 10 zawodniczek, a dalej następne. Wjechałyśmy do strefy zmiany nart. Szybciutko założyłam krótsze narty i dłuższe kije i ruszyłam. Czołowa grupa 5 zawodniczek już odjeżdżała. Ja spokojnie,  swoim tempem zaczęłam samotny bieg. Przed sobą widziałam Finkę, a przed nią Justynę. Coś musiało się stać. 
Po ok. 20 minutach biegu zaczęłam finiszować. Wygrała Bjoergen. Byłam 8. Dla innych-szok. Właściwie nikomu nieznana Polka jest 8 na olimpiadzie. Dla mnie- porażka. Było stać mnie na więcej. Wiedziałam o tym. Przyjmowałam gratulacje od sztabu, trenera, Justyny, ale nie od siebie. Poszłam się przebrać i musiałam poczekać na resztę, aby pójść do hotelu.

                                 *********************

   Byłam na kwalifikacjach skoków narciarskich. Mój kuzyn zaraził mnie tym sportem. Myślę, że jeśli nie byłabym biegaczką, to spróbowałabym swoich sił w tej dyscyplinie. Kiedyś skakałam na 5-10 metrowych skoczniach. Było naprawdę fajnie. Zazdrościłam Dawidowi i reszcie, że mogli poczuć się wolni jak ptaki. Chłopcy skakali dzisiaj naprawdę dobrze. Najlepiej spisał się Maciej, który był 5. Nie był szczęśliwy. Kubacki zawsze śmiał się z jego dużych ambicji. Właściwie to ja Maćka rozumiałam. Pod tym względem byliśmy do siebie podobni. Ja też rzadko kiedy byłam zadowolona ze swoich startów. 
  Kiedy chłopcy mogli już iść to ruszyłam wraz z nimi w stronę hotelu. Żyła zaprosił nas wszystkich do pokoju jego i Maćka. Ten drugi nie był zbyt szczęśliwy z pomysłu kolegi, ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Ciągle był trochę zły po kwalifikacjach.
- Może chcesz się przejść po hotelu? - spytałam Kota
Ten odpowiedział mi tylko uśmiechem. Wstał i cicho, starając się nie zwrócić uwagi innych wymknęliśmy się z pokoju. 
- Dzięki, uratowałaś mnie przed nimi. - powiedział do mnie brunet
- Nie ma za co. - odpowiedziałam mu.
Skierowaliśmy się na dół. Budynek był naprawdę bardzo duży i ładny. Postanowiliśmy przy barze zamówić herbatę z imbirem. 
- Widzę, że wreszcie znalazłem kogoś o podobnym charakterze do mojego. - stwierdził
- Tak jakby. - odpowiedziałam
- Jesteś zmartwiona tym 8 miejscem?
- Skąd wiesz?
- Byłem z chłopakami na trybunach.
- Czemu nic nie powiedzieliście?
- A tak jakoś.
- Jak podobał ci się bieg?
- W twoim wykonaniu był przepiękny. Biegłaś jak natchniona. Szkoda, że trasy były dość płaskie no i, że Justyna się wywaliła.
- Tak, na trasie jak biegłam to tego nie widziałam, dopiero później.
- Czemu się martwisz tym 8 miejscem? Jeszcze przyjdzie czas, że będziesz pierwsza.
- Ty byłbyś zadowolony z tego miejsca?
- Ok, masz rację. Idziemy na basen?
- Ale tak się pokompać?
- No...
- Ok, tylko chodź po stroje.
- Dobra. - powiedział
Poszliśmy na duży basen. Uwielbiałam pływać. Trzeba przyznać, że Kot miał świetny pomysł. Doskonale się bawiliśmy. Trochę zmęczeni, ale zadowoleni pożegnaliśmy się i udaliśmy do swoich pokoi.
                                    ***********
- Dawaj Dawid, dawaj. - powtarzałam sobie w myślach, kiedy mój brat leciał. - Całkiem nieźle.- stwierdziłam.
Gdy wszedł tam gdzie stałam pogratulowałam mu dobrego skoku. On sam nie był zadowolony. - A z Kota się śmiał.- pomyślałam
Czekałam na skoki kolejnych Polaków. Maciek skoczył świetnie. Wylądował na 101,5 metrze z pięknym telemarkiem.* Będzie wysoko. Potem był Janek. Też dobrze. Na koniec był Kamil. 
- Leeeećć! - krzyczałam. Po pięknym skoku i ustanowieniu rekordu skoczni porowadził.
- Jeeeeessssstttttttt!!!!!! - krzyczałam jak głupia. Gdy wszedł tam gdzie stałam bardzo mu gratulowałam.
Kamil był 1, Maciek 3, Janek 9, a Dawid 31. Ten to ma pecha.
Zaczęła się druga seria. Polacy byli tak dobrzy, że musieliśmy na nich chwilę czekać. Stałam koło Dawida, który mimo, że nie wszedł do drugiej serii, rozchmurzył się dobrymi wynikami kolegów. Najpierw skakał Janek. Dobrze, ale nie utrzyma miejsca z pierwszej serii. Potem Maciek. 
- Leć, leć, jeszcze trochę. - kibicowałam mu w myślach
JEEEEESSSSSTTTTTTTT!!!!!!! Maciek ma medal! Skoczył pięknie i teraz prowadził. Gdy wszedł tam gdzie stałam ja z Dawidem, rzuciłam się na niego z uśmiechem. Wyściskałam go za wszystkie czasy, ale musieliśmy skierować swój wzrok na skocznię, bowiem na belce zasiadał Kamil Stoch.
Ma dużą przewagę. Ruszył, odbił się, leci i.... Taaaaakkkkk!!!!
Jest złoto! Mamy mistrza olimpijskiego! Chłopcy już wyszli go podnosić. Co za dzień! Kamil 1, Maciek 3, Janek 13, a Dawid 31. Sama zaczęłam gratulować Kamilowi. Jankowi i Dawidowi też pogratulowałam. Byłam taka szczęśliwa, taka dumna. Z tego, że jestem Polką. 
Stoch i Kot poszli na ceremonię kwiatową. Potem wszyscy byli rozchwytywani przez media. Słuchałam radosnego Maćka udzielającego wywiadu. 
- Dziękuje wszystkim. Moim kibicom, rodzicom, bratu, sztabowi, moim wszystkim dotychczasowym trenerom, dziękuje chłopakom, że tworzymy razem taką atmosferę w kadrze i dziękuje Alicji, że dzięki niej się wyluzowałem i uwierzyłem w siebie. - powiedział i zakończył wywiad. Jeszcze raz podszedł do mnie i przytulił. Wzruszyłam się. 
- Ta skocznia jest wasza.- powiedziałam do niego.
                           ...................................
No, mamy kolejny roździał chyba mój ulubiony, szczególnie końcówka.
Proszę was o komentarze. Cokolwiek, buźka, czy nawet zwykły znak interpunkcyjny, żebym wiedziała, że ktoś to czyta. Do jutra!

*- Maciek tak naprawdę był 7, ale tak sobie zmieniłam, aby przyjemniej się czytało